Stała się rzecz straszliwa i zapomniałam, że 29 kwietnia Sweetwater Hills obchodziło czwarte urodziny, ale post dodaję tylko z miesięczną obsuwą (i tak potem edytowałam go wieki). Sto lat, sto lat, niech żyje i rozrasta się nam, niech rozrasta się nam…
Na ten moment Sweetwater Hills prezentuje się w ten oto sposób – czyli absolutnie bez zmian względem lat poprzednich. Dla porównania zdjęcie w jesiennej scenerii z roku 2023. Może do przyszłego roku coś nowego tam postawię, ale wątpię.
Za to Catfish Cove dostało dwa nowe domki i dwa apartamenty, w tym jeden pseudonowoczesnoluksusowy, nad budową którego męczyłam się aż za bardzo. Poza mapą jest jeszcze motel (żadna nowość, stoi tam od wieków).
A na koniec nienazwane otoczenie wakacyjne, którego pewnie nigdy nie ukończę, a jeśli ukończę to, znając życie, nie będę umiała zrobić, żeby działało. Na lekko przerobionej mapce Trzech Jezior. Jeszcze mi się marzy stworzyć jakieś małe otoczenie tropikalne, jako alternatywę do Wyspy Twikkii, ale to już w innym życiu.
V I L T C H A K
Lena w końcu odważyła się zaprosić Connora. Czasami przesiadywanie ojca w Melinie niosło ze sobą plusy – przynajmniej nie musiała się za niego wstydzić przy chłopcu, którego bardzo lubiła. Niestety na stan domu nie mogła całkowicie wpłynąć i choć dbała o porządek, a przed wizytą wyczyściła każdy kąt dokładnie, niewiele to pomagało.
Po pierwszym razie przyszła pora na poważne rozmowy, choć ich początek nie zwiastował niczego takiego. Ot, Connor zaczął ekscytować się końcem liceum i wyjazdem na studia. Z góry założył, że Lena, która mimo wielu nieobecności nadal pozostawała wzorową uczennicą, również wybierała się na pobliską uczelnię. Niestety, z trójką młodszego rodzeństwa pod opieką, zwłaszcza najmłodszą Alicią, Lena o dalszej edukacji mogła jedynie pomarzyć.
– Za kilka miesięcy będą dzieliły nas kilometry… – zauważyła Lena, kiedy wyjaśniła Connorowi, że zostaje w Sweetwater Hills. – Nie przemyślałam tego wcześniej, Connor, przepraszam… Związki na odległość nie są dla mnie i chyba powinniśmy przestać się spotykać, zanim zakochamy się w sobie na dobre. Przykro mi, że tak wyszło…
Mówiła to wszystko, myśląc bardziej o Connorze niż o sobie. Nie chciała odbierać chłopakowi możliwości doświadczenia pełni studenckiego życia, może nawet zakochania się w odpowiedniejszej osobie.
Mickey, wstyd przyznać, okazał się naprawdę dobry w tym, co robił i szybko wspiął się tak wysoko w hierarchii przestępczej, jak tylko mógł będąc zaledwie nastolatkiem.
Ścieżka przestępcza nie była najłatwiejszą karierą do zawierania przyjaźni wśród współpracowników, ale, dziwnym zrządzeniem losu, Mickey próbował okraść pewnego, na oko, równolatka, który później okradł jego. Omal nie wywiązała się między nimi bójka, ale odkryli, że pracują dla tego samego człowieka.
Szef Michała dawał mu zbyt wiele szans i, ze względu na sytuację rodzinną, traktował ulgowo, ale miarka się przebrała, kiedy znowu nie przyszedł do pracy, a jeden ze współpracowników zauważył Viltchaka śpiącego na ławeczce przed Meliną. Ileż można tłumaczyć kogoś martwą od lat żoną?
W rodzinnym gronie – z wyłączeniem Michała – Lena zdmuchnęła świeczki i, już oficjalnie, wkroczyła w dorosłość. Żałowała, że nie wybrała się na studia, że nigdy nie zostanie uznaną naukowczynią, że zostawiła Connora, ale, cóż, niestety w życiu tak czasami bywa.
Przynajmniej odszedł stres związany z szukaniem nowej pracy, ponieważ na wieść, że Lena nie zamierzała kontynuować nauki, szef, widząc w dziewczynie marnujący się potencjał, zaoferował jej pracę na pełen etat. Niestety, bez odpowiedniego wykształcenia, mogła co najwyżej naprawiać wstrząsarkę.
Po bójce sprzed ponad tygodnia, Mickey zapytał tamtego chłopca o imię i poprosił o jakąś formę kontaktu. Skrajnie nieodpowiedzialnie szukać przyjaźni wśród innych drobnych przestępców, Gordon Krolevich*, gdyby miał pojęcie, co robili jego podwładni, z pewnością byłby wściekły, ale trudno myśleć logicznie, gdy hormony buzują.
(*Słynny Gordon Król)
Mickey zaprosił Asha Myersa, bo tak nazywał się nowy znajomy, na dziką plażę w Sweetwater Hills. Początkowo nie myślał o nim inaczej niż o potencjalnym dobrym koledze, ale kiedy siedzieli przy cieple ogniska, a Ash uśmiechnął się po kiepskim żarcie na temat życia intymnego Krolevicha, serce Mickeya zabiło szybciej.
Mickey, chcąc sprawdzić czy jego odczucia są odwzajemnione, spróbował poflirtować lekko z Ashem – jeśli zostanie odrzucony to trudno, przynajmniej na wczesnym etapie znajomości, a nie kiedy się zaangażuje. Ale Mickey nie został odrzucony.
Nie ma to jak obrabować jakiegoś łatwowiernego frajera w samo południe. Zamiast do szkoły, Mickey wybrał się do parku, gdzie czasami polował na naiwniaków.
Do budżetu domowego postanowiła dołożyć się również Alicia. Posada nosiwody nie była szczytem jej ambicji, ale płacili najlepiej, a to miało znaczenie.
– Mickey, no weź przykład z kolegi i też się uśmiechnij! – łajała brata Alicia, stojąc po drugiej strony aparatu. – Z tą miną poczekaj aż Lena dowie się o twoich nieobecnościach!
Później Alicia wyszła z inicjatywą, żeby uaktualnić portret rodzinny. Jednak nie wszyscy zapozowali do zdjęcia.
Michał nie zrezygnował z alkoholu, mimo powtarzających się kłótni z Leną czy lekkich sugestii i próśb Alicii. Wręcz przeciwnie – odkąd stracił pracę, pił jeszcze częściej i kończył w takim stanie, że nie potrafił wrócić do domu o własnych siłach.
Ostatecznie Mattie nie dał się zbyt długo przekonywać Lenie, by wziąć udział w rekrutacji na studia. Część zarobionych wcześniej pieniędzy odkładał do specjalnego słoika, o którym wiedziała tylko Lena, siostra obiecała, że też się dołoży, a dodatkowo ubiegał się o stypendia.
Niestety stypendium z Funduszu pomocy osieroconym simom nie przysługiwało Mattiemu, gdyż mogli liczyć na nie jedynie ci simowie, którzy utracili oboje rodziców.
Do Leny dotarły plotki o zwolnieniu ojca. Wściekła się niemiłosiernie i nawet nie przejmowała tym, że wyszła na ganek bez spodni, kiedy tylko usłyszała, jak rankiem Michał próbował zakraść się do domu.
– Ciekawe za co będziesz teraz pił – wytknęła ojcu. – Może własne dzieci zaczniesz okradać? Już i tak wyjadasz jedzenie, za które my płacimy, korzystasz z wody i prądu, które my opłacamy. Żadnego własnego wkładu w utrzymanie tej budy. Żadnego.
– Jak to żadnego? – zirytował się Michał. Rodzona córka nie będzie go traktowała w taki sposób! – Jakby nie ja, to by was w ogóle na świecie nie było, więc wasze pieniądze, to moje pieniądze. Jak nie przestaniesz kozaczyć, to zaczniesz szukać mieszkania!
– Gdyby nie Alicia, już dawno by mnie tu nie było!
Rozpoczął się rok akademicki i Mattie wyjechał do Lakeside Academy. Wyjazd złożył się w czasie z urodzinami bliźniaków i pierwszy raz świętowali je oddzielnie. Mickey nie miał wielu przyjaciół i na skromne przyjęcie, poza siostrami, zaprosił tylko Asha.
W życzenia, spełniające się dzięki zdmuchnięciu urodzinowych świeczek, Mickey za simoleon nie wierzył, ale nie przeszkadzało to w proszeniu wszechświata, by relacja z Ashem skończyła się inaczej niż ta pełna dramy historia z Evanem Sinclaire'em…
Po poczęstunku tortem, przyszła pora na tańce. Mickey jeszcze z nikim nie bawił się tak dobrze jak z Ashem, choć w skromniejszej domówce nigdy wcześniej nie brał udziału.
Alicia nie wiedziała, jak dokładnie wyglądała sytuacja pomiędzy Mickeyem a Ashem, ale szybko doszła do wniosku, że bratu na tym chłopaku naprawdę zależało. Dlatego położyła dłonie na biodrach, przybrała surową minę i postanowiła porozmawiać z Ashem na osobności.
– Nie wiem, czy ty i Mickey jesteście razem czy się tylko przyjaźnicie, ale widzę sposób, w jaki na ciebie patrzy, i jeśli tylko go skrzywdzisz, to nasza następna rozmowa nie będzie taka milutka – zaczęła ostro. – Nie chcę, żebyś uznał mnie teraz za jakąś jędzę, ale zależy mi na rodzinie. Naprawdę wydajesz się równym gościem i oby to nie było tylko wrażenie… – Później już trochę gubiła myśli, bo z jednej strony nie chciała zrazić do siebie Asha, więc uznała, że wypadało powiedzieć coś miłego, a z drugiej nadal zamierzała pozować na groźną.
Ash natomiast zapewniał, że nie ma zamiaru krzywdzić Mickeya i że też mu na nim zależy.
Lena wpadła na urodziny mocno spóźniona. Nie chcąc marnować czasu na przebieranie się, przystąpiła do tańca w laboratoryjnym kitlu.
Po zakończeniu szalonych wygibasów z Leną, Mickey wziął Asha na stronę i zapytał czy zechce pójść z nim na piętro. Do tej pory co najwyżej ze sobą flirtowali, ale jasnym było, że pomiędzy chłopcami działo się coś więcej.
Na piętrze Mickey pokazał Ashowi pokoik, który dzielił z Mattiem, a kiedyś również z Leną i Alicią. Wiedział, że Ash nie oceni go przez pryzmat warunków mieszkaniowych – w końcu on sam wychowywał się w domu dziecka. A z resztą, długo nie musiał o tym myśleć, bo szybko przeszli do pocałunków i długo nie potrafili się od siebie odkleić.
Potem zeszli jeszcze na dół, by pokołysać się przez chwilę w wolnym tańcu. Nie zauważyli Leny, która, wyszedłszy z łazienki, przyglądała się chłopcom z czułością oraz lekkim smutkiem, podejrzewając, że może nigdy nie znajdzie się na ich miejscu, w ramionach ukochanego.
Mattie nie zastanawiał się długo, jaki kierunek wybierze, jeżeli jednak wyjedzie na studia – matematyka wydawała się oczywista zarówno dla niego, jak i nauczycieli czy starszej siostry. Ale nikt z nich nie wiedział, że Mattie skrycie marzył, by zostać projektantem gier (choć do tej pory z komputerami miał styczność tylko w szkole i bibliotece), a ten kierunek mógł mu to ułatwić.
W akademiku studenci mogli skorzystać ze starej konsoli i po dniu pełnym nauki Mattie lubił spędzać przy niej wieczory. Jeśli przynajmniej jeden pad był wolny, a to, oczywiście, zdarzało się rzadko.
Ale przede wszystkim, Mattie poświęcał czas nauce – nie zamierzał zmarnować szansy, którą dostał.
Z wizytą wpadł Mickey. Mattie opowiadał bliźniakowi o kierunku studiów, o planach na przyszłość i o tej blondynce, z którą tak przyjemnie grało się w chłodne, jesienne wieczory.
– Widzę, że coś cię martwi – powiedział w końcu. Od przyjazdu Mickey wydawał się Mattiemu markotny i małomówny, ale na początku nie chciał naciskać, licząc że brat sam się otworzy. – Wiesz, że możesz powiedzieć mi o wszystkim…
W końcu Mickey wyznał, że od jakiegoś czasu spotyka się z pewnym chłopakiem. I że w zasadzie to już od dziecka, kiedy oglądali telewizję, nie zachwycał się urodą sióstr Przyjemniaczek, a prędzej ich ojcem. I że chociaż podejrzewał brata o otwarte podejście i tolerancję, to i tak bał się odtrącenia. A przecież byli sobie najbliżsi.
Potem Mattie przemycił Mickeya do akademika, gdzie stoczyli wirtualny pojedynek przeciwko sobie (Mattie oczywiście wygrywał). Niestety dzień się kończył i Mickey musiał wracać do Sweetwater Hills.
Na trzecim roku Mattie zdobył się na odwagę i zaprosił Siennę, dziewczynę od konsoli, na randkę. Zgodziła się.
Umówili się na spacer po uniwersyteckim parku. Może i nic wielkiego, ale kiedy lubi się czyjeś towarzystwo, to zwykła przechadzka może urosnąć do rangi randki marzeń.
A w parku stał tor wrotkarski, który sprzyjał zbliżeniom, jeśli próbowało na nim jeździć dwóch takich laików jak Mattie i Sienna.
Od tamtej pory Mattie i Sienna zostali parą. Po tym jak oboje zdali ostatnie egzaminy końcowe i wręczenie dyplomu było już tylko formalnością, Mattie zaprosił Siennę na kolację.
Odkąd zaczęli ostatni rok, Mattie planował moment, w którym jej się oświadczy i tylko reakcja Sienny pozostawała niewiadomą. Odetchnął z ulgą, kiedy przyjęła pierścionek, choć w gruncie rzeczy nie spodziewał się odmowy.
Po studiach Mattie nie wrócił do Sweetwater Hills. I chociaż nie powinno to nikogo dziwić, Mickey czuł się urażony, że brat nie obwieścił mu planów osobiście, a dopiero wtedy, kiedy reszcie rodziny. Urazę spożytkował, skupiając się na kulinarnych eksperymentach.
Za to Lena nie czuła żadnej urazy i regularnie do Mattiego dzwoniła. Na początku niemal codziennie – niektóre matki zachowywały się mniej natrętnie.
Liście same nie uformują się w zgrabną kupkę.
Michał, zamiast pomagać w domu, wolał przesiadywać w Melinie i pić na umór. Do Mattiego nie zamierzał się na razie odzywać. Jeszcze tu wróci syn marnotrawny, myślał.
Mickey wkręcił się w gotowanie tak bardzo, że zamiast eksperymentować, znalazł starą książkę kucharską Michała (przeszukując nieuporządkowaną szafę, nie tylko kilka fajnych ubrań wpadło mu w ręce) i czasami z niej korzystał.
Mickey i Ash nadal się spotykali. Może i nikt nikomu oficjalnie nie zaproponował związku, ale Mickey uważał, że to zbędne, skoro i tak zachowywali się jak para.
Dawne łóżko Michała i Alicji zostało niemym świadkiem kolejnego bara-bara w rodzinie.
Alicia, w przeciwieństwie do Leny, nie robiła ojcu awantury o brudne talerze i spanie w środku dnia. Ba, nawet sprzątała za nim, żeby Lena nie znajdowała powodów do kolejnej kłótni.
Chwila zabawy podczas grabienia liści – później Alicja od nowa zgarnęła je na stertę.
Alicia jako jedyna z rodzeństwa kochała ojca, ignorując zupełnie jego wady. To nie tak, że ich nie dostrzegała, bo dostrzegała, ale nie miały wpływu na jej zdanie o nim.
A Michał ostatkami ojcowskiej miłości obdarowywał Alicię. Lena zachowywała się nieznośnie, Mattie wypiął się na własną rodzinę i wyprowadził… Z Mickeyem żył w dobrych stosunkach, ale Mickey to przecież silny chłopak i nie potrzebował czułości ojca.
Po godzinach pracy można dorabiać też na własną rękę.
Mattie i Sienna, skończywszy studia, wynajęli niewielkie mieszkanie w Catfish Cove. Od razu przystąpili do poszukiwania pracy, bo chociaż zaoszczędzili trochę simoleonów, to jednak zapas pieniędzy znikał zbyt szybko.
Praca pracą, ale nowe łóżko trzeba jak najszybciej przetestować.
Zdolności kulinarne Sienny nie były może na najwyższym poziomie, ale sałatkę przyrządzić potrafiła. W przeciwieństwie do Mattiego, który nadrabiał w domu innymi umiejętnościami.
Wspólne śniadanie o poranku.
Lena bombardowała Mattiego telefonami – rozmawiali codziennie, choćby na chwilkę. Nadgorliwie wypytywała, czy nie potrzebują z Sienną jakiejś pomocy. Z czasem dzwoniła rzadziej i Mattie mógł w końcu sięgać po słuchawkę pierwszy.
Mattiemu wreszcie udało się podjąć pracę w wymarzonym zawodzie.
Za ciosem zatrudnienie znalazła Sienna – trochę trwało nim natrafiła na ogłoszenie godne uwagi.
Mattie dobrze sobie radził w zawodzie i szybko awansował.
W końcu Mattie znalazł czas i przyjechał do Sweetwater Hills. Mickey już dawno przestał się dąsać i przygotował naleśniki flambirowane, które zachwycały smakiem.
– Lena, od kiedy potrafisz tak gotować? Nie mogłaś przyrządzać takich rarytasów, kiedy pakowałaś nam jedzenie do szkoły? – zażartował Mattie w trakcie posiłku.
– Stary, ona nadal przypala tosty z serem i to nie dlatego, że jej takie smakują. Ja je zrobiłem – wyprowadził brata z błędu Mickey.
W wolny wieczór Mickey i Ash wybrali się do Rudery (makijaż pani didżejki nadal napawa mnie dumą).
Teoretycznie simowie przychodzą do klubów aby potańczyć, ale Mickeya i Asha wzięło na poważne rozmowy.
– Słuchaj, poznałem typa, który oferuje sprzedaż przyczepy mieszkalnej za pół ceny – oznajmił Mickey. – Poza łazienką, jest kompletnie pusta, ale za to w bardzo dobrym stanie…
– Za pół ceny, to znaczy za ile, Mickey? I tak nam nie starczy z tych marnych dwóch tysięcy simoleonów, które udało się odłożyć…
– Nie przejmuj się kosztami – mówił dalej zaaferowany Mickey. – Rozmawiałem z Krolevichem o pożyczce i się zgodził!
Zapożyczanie się u króla miejscowego półświatka przestępczego nie brzmiało jak najrozsądniejszy pomysł, ale tak dobrze byłoby mieć w końcu własny kąt. Asha męczyło sypianie gdzieś po kątach u znajomych, a Mickey, mimo całej miłości do ojca, nie chciał narażać chłopaka na codzienne kontakty z kolejnym nałogowcem, skoro przez jednego wylądował w domu dziecka.
Jak już odwiedzili klub, to wypili chociaż po drinku, skoro do tańca-połamańca żaden się nie wyrywał.
Chwila czułości w obskurnej toalecie.
– Wszystko się ułoży. Zobaczysz.
Michał postanowił zrobić coś użytecznego i spróbował zwalczać karaluchy. Może i nie pozbył się całej kolonii, ale część z nich przedwcześnie udało się do Wszechwidzącego.
Niepocieszony pan listonosz zagadywany przez niewytrzeźwiałego i nieświerzego, po nocy spędzonej na ławeczce, Michała.
– No ale te rachuneczki mogłyby być mniejsze, szanowny panie kierowniku. Nie da się załatwić jakiejś zniżki dla stałych klientów?
– Po pierwsze, proszę pana, ja te rachunki tylko roznoszę, nie ustalam ich wysokości, a po drugie, proszę pana, świat tak nie działa.
Michałowi nie udało się ugrać żadnej zniżki na rachunkach, których zresztą nawet nie opłacał. To Lena, Mickey i Alicia zrzucali się na nie.
Gordon Krolevich docenił wkład oraz zaangażowanie Mickeya i – oprócz pożyczki – dał mu awans.
– Przyczepa już jest nasza – oznajmił Ashowi Mickey, kiedy spotkali się wieczorem.
Sienna ścięła włosy. Większość simek podejmuje takie ryzykowne decyzje dopiero po ślubie (lub innej ważnej imprezie okolicznościowej), ale ona chciała stanąć pod łukiem już w nowej fryzurze.
Przy okazji awansowała i została autorką horoskopów.
Dom Viltchaków pustoszał. Najpierw Mattie wyjechał na studia, po czym się wyprowadził, teraz Mickey postanowił układać sobie życie w innym miejscu… Lenie została już tylko Alicia, ale ona była już dużą panną i coraz rzadziej potrzebowała Leny. I pomyśleć, że przed laty nie chciała takiej odpowiedzialności.
Godzenie pracy dorywczej i szkoły nie zawsze wychodziło Alicii. I to nie tak, że dostawała najgorsze z możliwych ocen, ale bycie przeciętną nie dawało jej satysfakcji.
Michał nadal umilał sobie czas samotnymi wyskokami do Meliny.
Jak dobrze w końcu przespać się we własnym łóżku. Przyczepa Mickeya i Asha nie została jeszcze urządzona w pełni, tylko sypialnia i łazienka zostały wyposażone, ale to nic. Póki co mogli stołować się w miasteczku albo brać słoiki od Leny – nie przeprowadzili się daleko; rodzinny dom Mickeya stał zaledwie dwie ulice dalej.
W sobotnie popołudnie, kiedy przymrozki nie były jeszcze tak dotkliwe, choć jesień panowała w pełni, Mickey zabrał Asha nad rzekę, gdzie umówili się pierwszy raz. Ponownie rozpalili ognisko, ale podziękowali za pływanie w zimnej wodzie.
Teoretycznie kolejność powinna wyglądać inaczej – najpierw deklaracja związku, później wspólne mieszkanie, ale kto by się tym przejmował. Mickey i Ash i tak uważali się za parę, tylko do tej pory żaden nie przypieczętował relacji oficjalnie, a miło byłoby mieć datę pod rocznice i tym podobne.
Ash awansował.
Chłopcy postanowili urządzić parapetówę. W przyczepie nie pomieściliby wszystkich gości, ale na coś przydał się dach – idealne miejsce do grillowania czy rozłożenia leżaka w cieplejsze miesiące.
– Twoje burgery są lepsze niż z burgerowni – skomplementowała kulinarne umiejętności brata Lena. – Miło, że w końcu mogłam was odwiedzić – dodała z lekkim wyrzutem.
– No wiesz… – zaczął niezręcznie Mickey. – Musieliśmy się z Ashem urządzić… Zresztą, nadal nie mamy wszystkich sprzętów. Na razie wstyd ludzi zapraszać do środka…
– Ech, nie mam pretensji. Nie musisz się tłumaczyć. Po prostu brakuje mi ciebie w domu.
Urządzenie dachu ze znalezionych na wysypisku skarbów nie kosztowało majątku, więc to nie tak, że Mickey i Ash pomylili kolejność. A na zdjęciu wyżej Sienna przyłapana na kradzieży flaminga, który stał obok gnoma. Nigdy więcej imprez w pobliżu ozdób ogrodowych – chciałoby się rzec.
Nie, Sienna nie dostawała akurat opierdolu za zwinięcie flaminga (uznajmy, że to się nigdy nie stało). Mickey pragnął poznać lepiej przyszłą bratową.
– Hej, czy myśmy się już kiedyś nie spotkali? – olśniło nagle Mickeya. – Kilka lat temu na imprezie u Evana Sinclaire'a. Miałaś taki długi warkocz?
– Na Wszechwidzącego, tak! To byłam ja! – podekscytowała się Sienna. – Ale nie mówmy więcej o Evanie, błagam. Żałuję, że go kiedykolwiek poznałam…
– No to witaj w klubie. Ale masz rację, nie ma co zaprzątać sobie nim głowy.
Kiedy Mickey poznawał lepiej Siennę, Ash rozmawiał z jego rodzeństwem. Alicię poznał już wcześniej i bardzo się polubili, ale z Mattiem do tej pory jedynie wymieniał przywitania.
Sienna dostała awans, a wraz z nim wysoką premię. Planowali z Mattiem ślub, więc zastrzyk dodatkowej gotówki bardzo się przydał.
Chwila czułości na kanapie tuż przed długim, pracowitym dniem.
Krótko po Siennie awansował również Mattie.
Nastał dzień ślubu. Na skromne przyjęcie, które urządzili w mieszkaniu, zaproszono rodzinę Mattiego, z wyłączeniem Michała, oraz Asha. Lena i Alicia przybyły bez osób towarzyszących, a Sienna utrzymywała z rodziną słaby kontakt – zresztą, rodziną zastępczą.
Tę prawdziwą rodzinę, na której jej zależało, i dla której ona sama nie była kimś obojętnym, tworzyła razem z Mattiem.
Wymiana obrączek i przypieczętowanie pocałunkiem zawarcia związku małżeńskiego.
Może i Mattie sprawiał wrażenie kujona i nerda, ale – jak widać na załączonym zdjęciu – bywało, że nie potrafił zachować powagi.
Siennę w pewnym momencie zemdliło. Podejrzewała, że to nie przez niehigieniczne spożycie tortu weselnego, a ciążę – wymioty nie byłyby pierwszym objawem.
Choć bez wynajętej sali, nie w słonecznym ogrodzie lub na piaszczystej plaży i z finałem w postaci wymiotującej panny młodej, przyjęcie uznano za znakomite.
Po weselu Mattiego i Sienny nadszedł czas na kolejne przyjęcie w Viltchakowej rodzinie – tym razem padło na urodziny Alicii. Mickey i Ash wpadli w duecie, ale Sienna została w Catfish Cove i Mattie przyjechał sam. Musiał zostać na noc, a zapoznawanie Sienny z Michałem nie podobało się ani Mattiemu, ani jej.
Z przyjęcia urodzinowego, bardziej od solenizantki, cieszyła się chyba Lena. Rodzeństwo w końcu spotkało się w komplecie i to na starych śmieciach. Szkoda tylko, że Mattie nie zabrał Sienny…
W trakcie wykonywania grupowego tańca-połamańca Ash poczuł się odrobinę zagubiony.
W końcu się poddał i usiadł na kanapie, żeby odsapnąć, gdzie wkrótce dołączyła do niego Lena. Choć tych urodzin nie spędzała w laboratoryjnym kitlu, na nogach trzymała się siłą woli.
Robiło się coraz później, więc wypadało zdmuchnąć świeczki. Życzenie Alicii brzmiało mniej więcej: „chcę mieć dobrze płatną pracę i dużo pieniędzy”.
Kolejne wspaniałe przyjęcie.
Neutralny cień do powiek i inaczej ułożone włosy. Alicia nie czuła potrzeby, by drastycznie zmienić wygląd. Chciała tylko nieco dojrzalej wyglądać na rozmowach rekrutacyjnych.
Przeglądała oferty pracy w każdej dostarczonej gazecie, ale póki co zarabiała jako maskotka drużyny w lidze sportowej, której członkom nosiła wodę jako nastolatka.
Pewnego poranka Alicii udało się w końcu natrafić na ofertę, która przypadła jej do gustu. Koniec z noszeniem upokarzającego stroju lamy!
Mickey i Ash, doceniani przez Krolevicha, stawali się coraz ważniejsi wśród jego ludzi.
Główne pomieszczenie w przyczepie nabrało kształtów. Mickey najbardziej polubił niewielki aneks kuchenny, gdzie znowu mógł gotować i piec, co wychodziło mu już bardzo dobrze.
Zaczął na słodko, od ciasta jagodowego, którego smak niemal roztopił z rozkoszy kubki smakowe Asha. Od dawna nie jadł nic równie smacznego. Oby chińszczyzna i odgrzewana pizza pozostały smutnym wspomnieniem.
W Catfish Cove Mattie i Sienna z niecierpliwością wyczekiwali narodzin potomka lub potomkini.
Przywilejem ciężarnych simek są drzemki w ciągu dnia – inaczej nie sposób uniknąć omdleń i zasypiania głową w talerzu.
I w końcu się doczekali. Nocą, czyli w klasycznym stylu, Sienna zaczęła rodzić. Mattie szybko zabrał ją do szpitala, gdzie na świat przyszedł Elliot Viltchak. Chłopiec odziedziczył jasne włosy po matce (i/lub babce), odcień oczu również, choć oboje rodziców było niebieskookich.
Sienna, korzystając z urlopu macierzyńskiego, niemal nie odstępowała Elliota na krok, kiedy Mattie przebywał w pracy. Czasami tylko siadała do komputera, żeby zredagować krótki artykuł.
Alicia i Lena jako jedyne pozostały w domu rodzinnym.
– Słuchaj, Lena, wiem, że zostałaś tu tylko ze względu na mnie i chłopaków… Zrezygnowałaś ze studiów, zrezygnowałaś ze wszystkiego. Ale Mickey i Mattie już się wyprowadzili, a ja jestem dorosła, więc możesz w końcu odpuścić... Wyprowadzić się, wynająć coś własnego. Wiem, że nienawidzisz tego domu…
Lena nienawidziła tego miejsca, owszem, ale wyprowadzić się? Może jeszcze zacznie umawiać się na randki, dobre żarty. Nie czuła się gotowa, by zająć się sobą, dla odmiany, nie kimś innym.
– Może kiedyś – odpowiedziała wymijająco. – Zmieńmy lepiej temat. Jak w nowej pracy?
Michał nie poznał wcześniej Asha – spał albo przesiadywał akurat w Melinie, kiedy ten okazjonalnie odwiedzał Mickeya. Mickey, z uwzględnieniem zdaniem Asha, postanowił, że pora nadrobić znajomość. Co by o Michale nie mówić, był on trzecim najważniejszym mężczyzną w życiu Mickeya.
Spotkanie minęło w przyjemnej atmosferze i Michał nie upił się bardziej od syna i zięcia, jak zaczął nazywać Asha. Po pożegnaniu miał zamiar zostać w Melinie na dłużej, ale przynajmniej przy chłopcach próbował zachować się z klasą. Natomiast Mickey cieszył się, że Michałowi i Ashowi udało się dogadać.
Członkiem rodziny Mickeya, z którym Ash załapał najlepszy kontakt, została jednak Alicia. Już od momentu, kiedy w tamte pamiętne urodziny zagroziła, że nie pozwoli Mickeya skrzywdzić, uznał, że z tą dziewczyną mógłby się śmiało zaprzyjaźnić.
Tak więc, gdy Alicia wpadała odwiedzić Mickeya, to tak właściwie przychodziła do Asha. Rozmawiali wtedy o wszystkim i o niczym, czasami jednak o rzeczach poważniejszych:
– Długo nad tym myślałem i chciałbym się oświadczyć Mcieky'emu. Tylko, że nigdy nie rozmawialiśmy o małżeństwie i nie wiem, jak się na to zapatruje…
– Może powinniście o tym porozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi? – zaproponowała Alicia, miłośniczka najprostszych rozwiązań. – Wtedy wiedziałbyś na czym stoisz.
– Tak byłoby najrozsądniej, ale wtedy nici z niespodziewanych oświadczyn, chyba że odczekam minimum rok – zaśmiał się Ash. – Nie mogłabyś…
– Wybadać terenu? – wpadła mu w słowo. – Zobaczę, ale niczego nie obiecuję. Lepiej dogaduję się z tobą niż z nim, o losie.
Ale na badanie terenu dopiero miała przyjść pora. Mickey odsypiał nocną zmianę i kiedy się obudził, Alicia musiała wracać do domu.
– O, już idziesz? – zapytał, widząc zbierającą się siostrę. – Wpadnij jak też będę na nogach – powiedział, obejmując ją na pożegnanie.
Natomiast Lena odwiedziła Mattiego. Mattie, dumny niczym paw, przedstawił siostrze pierworodnego.
Później wraz z Sienną zasiedli do deseru. Mickey nie mógł na razie przyjechać, ale kazał przekazać Lenie ciasto jagodowe. Sienna poprzysięgła, że przy następnej okazji wypyta szwagra o przepis, choć wątpiła, że jej wyjdzie równie smaczne.
Jeszcze przed wyjściem Lenie udało dorwać się do Elliotta, który wybudził się z drzemki. Rozpływała się, szczebiocąc do siostrzeńca, już niemal pogodzona, że prawdopodobnie nigdy nie doczeka się własnych dzieci.
Spanko na łyżeczkę.
Elliot podrósł i wyglądał jak miniaturowa kopia Sienny – ten sam nos, usta. Po Mattiem dostał piegi i może to dobrze, że nie odziedziczył rudych włosów w zestawie. Przynajmniej wyróżniał się wśród Viltchaków.
Nauka chodzenia i mówienia odbywała się na zmianę – raz Sienna sprawdzała się w roli nauczyciela, raz Mattie. Drugie w tym czasie spało lub pracowało.
Ciężka praca popłaca; Sienna awansowała.
Bonus 1.: Warunki mieszkaniowe Viltchaków wyglądały naprawdę tragicznie. Tyle ich upchać w tej małej klitce…
Bonus 2.: Jeden z moich pięknie przerobionych miastowych, bo tak – skoro nie mogę ich zabić, to niech się chociaż jakoś prezentują.
Bonus 3.: A teraz kilka zdjęć z serii przyczepkowej. Tak, na początku Mickeya i Asha naprawdę nie było stać na kuchnię i salon…
…za to pięknie urządzić dach musiałam, no jak nie zrobić na nim miejsca do grillowania, jak?…
…ostatecznie i tak na kuchnię i mini salon udało się zarobić, choć z tego, co pamiętam, z funkcjonalnością regału na książki jest mały problem i wypadałoby go przestawić, bo pewnie nadal tego nie zrobiłam (edit: no raczej, że nie zrobiłam).
R Y D E R
W pewien weekend Nadia zadzwoniła do Iana, mówiąc że czeka pod jego domem i niechże szybko wychodzi, bo przywiozła niespodziankę. Niespodzianką okazała się perkusja. Z drugiej ręki, ze śladami namiętnego użytkowania, i sporo tańsza od nowiutkiej – dzięki Wszechwidzącemu, bo inaczej Ian w życiu by jej nie przyjął – ale nadal perkusja.
Muzykiem okazał się nie najlepszym i nic dziwnego, bo nikt nie urodził się z pałkami w dłoniach, ale dzięki zaangażowaniu i ciężkiej pracy zamierzał zostać najlepszym perkusistą tego pokolenia.
Ale jeszcze nim nie został i uszy Nadii cierpiały przy dźwiękach tejże kociej muzyki. Wręczając Ianowi prezent, nie spodziewała się cudu, choć myślała, że będzie odrobinę lepiej.
– No i jak mi poszło? – dopytywał Ian, doskonale świadomy jakości muzycznego popisu. – Tylko szczerze, Nadia.
– Słuchałam lepszych brzmień, ale myślę, że trochę praktyki i wyjdziesz na ludzi. – Jak szczerze, to szczerze. – Albo popraktykujemy razem, bo kiedyś myśleliśmy o zespole, co nie? Przydałaby się jeszcze minimum jedna osoba; jedna bo znalezienie choć jednej graniczy pewnie z cudem…
Więc rozwiesili w szkole ogłoszenia, jak kiedyś luźno planowali, i tak zgłosiła się do nich Lauren Cooper. Spotkali się za szkołą po lekcjach, przedstawili sobie…
Po obgadaniu formalnych spraw przysiedli na trawniku i zapoznali się lepiej z Lauren. Dziewczyna chodziła do równoległej klasy co Ian, ale to Nadia, za sprawą mediów społecznościowych, „znała” Lauren lepiej. Jak lubi koty, to na pewno jest okej, zrelacjonowała Ianowi wcześniej Nadia.
Bardziej niż okej, dużo bardziej, dla Iana była sama Nadia, o czym w końcu jej powiedział, kiedy pożegnali się z Lauren. Co prawda innymi słowami, silił się na romantyzm, ale i tak wyszło niezręcznie.
Ale albo Ian przesadzał z tą niezręcznością, albo Nadia od dłuższego czasu odwzajemniała jego uczucia, ponieważ, nie zwlekając, przystąpiła do pocałunku (widząc, że Ian całować chciał się również, oczywiście, ale nie potrafił zrobić pierwszego kroku).
Connor Walker rozpoczął studia psychologiczne w Lakeside Academy. Jak na biednego studenta przystało, prowadził skromny żywot w akademiku, ale nie narzekał. Do szczęścia brakowało mu tylko obecności Leny, ale dziewczyna niestety została w Sweetwater Hills. Jednak nadal się przyjaźnili i potrafili godzinami rozmawiać przez telefon, choć z czasem coraz rzadziej.
Będąc na drugim roku, poznał Eleonore Ryder, która dopiero zaczynała studiować psychologię. Raz się zdarzyło, że uczyli się naprzeciw siebie, rozdzieleni szachownicą. Siedzieli w milczeniu przez kilka godzin i dopiero, kiedy Eleonore skończyła czytać, przedstawiła się Connorowi na pożegnanie.
Któregoś dnia, kiedy znowu spotkali się przy szachach, Connor zaproponował Eleonore partyjkę. Jako że żadne z nich na zapalonego szachistę nie wyrosło, to skończyło się tylko tą jedną grą, ale przy okazji poznali się lepiej. Odkryli, że uczyli się w tej samej szkole i prawdopodobnie niejednokrotnie mijali na korytarzach, bo dzielił ich zaledwie rok różnicy.
Na szczęście szachy nie były jedyną rozrywką w akademiku i chociaż początkowo, ciągle przegrywając, Eleonore bawiła się średnio, to potem polubiła grę na automacie. Ale nie tak bardzo jak polubiła Connora.
I to z wzajemnością. Connor, mający jakiekolwiek doświadczenie w relacjach damsko-męskich już wcześniej, pierwszy zdobył się na odwagę i zaczął flirtować z Eleonore.
Flirty, długie rozmowy i spacery, i długie rozmowy podczas długich spacerów, aż wreszcie pierwsze czułe pocałunki.
A za zamkniętymi drzwiami pokoju już mniej czułe, a bardziej namiętne pocałunki. A potem, któregoś chłodnego wieczoru późną jesienią, ich pierwsze bara-bara.
W ostatnim semestrze Connor postanowił oświadczyć się Eleonore. Zżerany przez nerwy, że może ona jednak odmówi, w końcu za pół roku będą widywać się sporadycznie, więc zrezygnuje ze związku na odległość, wyjął pierścionek. Ale nerwy okazały się niepotrzebne – Eleonore bez chwili wahania powiedziała „tak”.
Ostatni rok studiów Eleonore spędziła na nauce, wiszeniu godzinami na telefonie i spotkaniach z Connorem minimum co trzeci weekend. Ale przede wszystkim na nauce, ponieważ chciała ukończyć kierunek z wyróżnieniem.
Po powrocie do Sweetwater Hills, nim zamieszkała z Connorem, zapragnęła, żeby rodzice i narzeczony poznali się osobiście – do tej pory „znali się” z opowieści Eleonore i raz czy dwa wymienili zdanie na kamerce.
Gdy Eleonore zdobywała wykształcenie, Ianowi udało się poduczyć gry na perkusji i radził sobie już naprawdę nieźle.
Wraz z Nadią i Lauren pogrywali w Music Café. Dzięki dobrej woli tamtejszego szefa, który pozwalał im ćwiczyć, kiedy ruch nie był zbyt wielki.
Po próbach Nadia żegnała się najpierw z Lauren, potem z Ianem na osobności i bardziej czule, i wracała do domu a to uczyć się, a to po prostu, by nie kłaść się spać zbyt późno, ponieważ dbała o jakość snu.
Ian i Lauren zostawali zwykle trochę dłużej, żeby napić się czegoś ciepłego albo pośpiewać karaoke. Wychodziło im całkiem dobrze, choć z całej trójki Nadia miała najładniejszy głos.
Eleonore zabrała Hamiltona z rodzinnego domu i wprowadziła się do mieszkania, które Connor wynajmował przez ostatni rok. Connor do tej pory pracował dorywczo, zmieniał często prace, szukając czegoś dla siebie, ale obiecał, że znajdzie coś stałego, kiedy zamieszkają razem.
Romantyczne chwile na nowej kanapie.
Eleonore rozpoczęła karierę prawniczą, o której od dawna marzyła. Jakiś czas po niej Connor, jak obiecał, również znalazł stałą pracę – w wywiadzie.
Ian wyjechał na studia. Wcześniej zdążył przefarbować włosy, w czym pomogła mu Nadia, i rozejść się z Nadią w pokojowych warunkach. Choć o rozstaniu jako takim nie powinno być mowy, bo, mimo zakochania i dobrej zabawy w swoim towarzystwie, nigdy nie zaczęli się oficjalnie spotykać.
Nadia jeszcze na rok została w Sweetwater Hills, ale Ianowi nie brakowało znajomych kobiet w otoczeniu. Zamieszkał w jednym akademiku razem z Lauren – ona studiowała filozofię, on literaturę – i często nie potrafili skupić się na nauce, mając siebie obok.
Lauren podobała się Ianowi i nie sposób przeoczyć, że on jej również. Ale najpierw wypadałoby zapytać Nadię, co o tym sądzi – myśleli oboje. W końcu wszyscy trzymali się w jednej paczce, a dodatkowo z Ianem łączyła ją romantyczna relacja.
Każde z nich zagadało do Nadii w tej sprawie za plecami drugiego, ale chociaż Nadia zarzekała, że nie miałaby nic przeciwko i będzie im kibicowała, to jakoś nadal nie potrafili się przełamać i ich relacja pozostawała przyjacielska.
A pierwszy rok studiów minął nieubłaganie i jeśli nic nie zmienią, to zapowiadało się, że Ian i Lauren utkną w podwójnej strefie frienzdone.
Całe szczęście nie utknęli, bo z początkiem drugiego roku doszło do przełomu – nic tak nie sprzyja spontanicznym pocałunkom, jak radość z wygranej.
I całe szczęście, że tamtego wieczoru cały korytarz na piętrze mieli dla siebie, więc nikogo nie gorszyły gorące pocałunki, do których doszło chwilę później.
Elias i Isidora nie mieli okazji poznać Lauren wcześniej i kiedy Ian zaproponował wspólną kolację, Isidorę nieco przeraził jego wybór partnerki. Kolczyki, dziury w uszach i makijaż na pandę w zestawie nie były czymś, co Isidora widywała codziennie.
Nie zamierzała jednak skreślać wybranki syna już na starcie, i to tylko ze względu na wygląd, więc próbowała poznać ją lepiej – po dłuższej rozmowie Lauren wydawała się naprawdę miłą dziewczyną.
Teraz, kiedy dom opustoszał, Isidora przebywała w szklarni czy ogrodzie jeszcze częściej, jeśli to w ogóle możliwe. Czasami łapały ją smętne myśli i wyobrażała sobie smutne, jałowe grządki, kiedy jej już zabraknie. Dom miał przypaść Eleonore lub Ianowi, ale nie wyobrażała sobie żadnego z nich w roli ogrodnika.
Connor awansował i dostał premię, która się zawsze przydaje przy okazji płacenia czynszu.
Eleonore adoptowała kotkę. Zastanawiała się, czy nazwać ją Elizą, w końcu tak nazywała się żona Hamiltona, ale ostatecznie zdecydowała się na Angelicę – kreacja tej siostry Schuyler bardziej jej się spodobała w muslicalu, który oglądała jako dziecko.
Kojec kilka, jak nie kilkanaście, razy większy od małego kociaka. I to jeszcze w takim kolorze, że Angelicę czasami panicznie szukano po całym mieszkaniu, kiedy smacznie spała.
Hamilton chyba poczuł się zdradzony przez Eleonore, bo zaczął bardziej ochoczo lgnąć do Connora. Sympatia do kocura początkowo była zdecydowanie jednostronna, ale to miłe, że Connor nawet wtedy starał się być ojcem dla kotów Eleonore – uznała, że w takim wypadku mogą kiedyś pomyśleć o innego rodzaju dzieciach.
Po studiach – które Ian, bądź co bądź, ukończył może nie z najwyższym, ale nadal wyróżnieniem (choć nie posiadam dowodów w postaci screenów, przyrzekam, że oni naprawdę się uczyli) – Ian i Lauren przeprowadzili się do Catfish Cove, gdzie wynajęli dosyć spore mieszkanie. Dwa piętra, garaż, sporo przestrzeni; dziękować rodzicom Iana, którzy w razie potrzeby dokładali się do czynszu.
Nowo zakupione łóżko aż się prosiło, żeby w nim pofiglować; nie musieli się przejmować skrzypiącym materacem, co napsuło im nerwów w akademiku.
A po miłosnych uniesieniach Ian przysiadł do laptopa i zaczął przeglądać ogłoszenia o pracę, które okazały się tak słabe, że prawie dostał załamania nerwowego.
Lauren w tym czasie przyrządziła stos popisowych tostów, ale marnym okazały się pocieszeniem.
Przynajmniej widok zza okien, na park i zatokę, był warty wysokiej ceny na wpół pustego jeszcze mieszkania.
Wkrótce Lauren i Ianowi poszczęściło się i oboje znaleźli pracę niemal w tym samym czasie. Jej studia filozoficzne „przydały się” się karierze paranormalnej, on nauczał młodzież muzyki.
No cóż, nie każde marzenia można spełnić i Ian musiał się zadowolić pogrywaniem na perkusji w garażu. Stałą pracę, i to z różnymi grafikami każdego członka, trudno pogodzić z próbami amatorskiego zespołu bez nazwy.
Kiedy Lauren i Ian już się jako tako zaaklimatyzowali, zaprosili rodziców Iana oraz Eleonore wraz z Connorem na obiad, który mijał bardzo przyjemnie. Pomijając jeden mały zgrzyt.
– Nasza Eleonore i Connor wkrótce się pobierają, a u ciebie, skarbie, jakoś nie widzę jeszcze pierścionka – zaczęła Isidora, zwracając się do Lauren. – Ianowi nieśpieszno z zaręczynami?
Lauren najchętniej odeszłaby od stołu, ale nie chciała wszczynać dramy.
– Mamo… – westchnął Ian. – To tylko i wyłącznie nasza sprawa, kiedy i czy w ogóle się pobierzemy.
– I czy w ogóle? – oburzyła się Isidora. – A co jak pojawią się dzieci? Nadal będziecie żyli na kocią łapę?
– Pszczółko, zostawmy ten temat – poprosił żonę Elias. – Nie wszystkie pary muszą brać ślub, a już na pewno nie każdy chce mieć dzieci. Wiem, że nie miałaś niczego złego na myśli, ale to naprawdę nie nasza sprawa…
Isidora dała się udobruchać Eliasowi, a Ian i Lauren byli mu naprawdę wdzięczni. Zwłaszcza Lauren.
Eleonore poczuła się winna; gdyby nie jej zbliżające się wesele, matka prawdopodobnie nie zaczęłaby tematu.
– Przepraszam za to wszystko, Ian – westchnęła.
– Siorka, daj spokój… – odparł Ian. – Nie masz za co przepraszać, nie jesteś niczemu winna. I przy okazji, w końcu osobiście mogę pogratulować ci tego pierścionka. Connor to równy chłop, widzę jaka jesteś przy nim szczęśliwa. I nawet mniej sztywna.
– Głupek – parsknęła Eleonore. – Nigdy nie byłam sztywna.
Plusy wolnego od dzieci domu, to możliwość obściskiwania się o dowolnej porze dnia i nocy i brak potrzeby tłumienia jęków podczas bara-bara.
Spacery z Baryłką relaksowały Isidorę, kochała tego psa całym sercem, ale zastanawiała się, czy nie adoptować jakiegoś kota. Odkąd Eleonore zabrała Hamiltona i jego rzeczy, dom wydawał się jeszcze bardziej pusty.
Może i zapraszanie na ślub byłych prawie-dziewczyn wydawało się nie na miejscu, ale Eleanore nie miała nic przeciwko, żeby Connor zaprosił Lenę Viltchak, z którą mieszkali obecnie niemal po sąsiedzku.
Eleonore wymieniła uściski i łzy wzruszenia z matką oraz posłuchała kilku rad odnośnie małżeństwa od ojca. I gróźb skierowanych w stronę Connora, takich w stylu „jeśli cię skrzywdzi, to…”, choć przerabiali je już wielokrotnie.
Po przysiędze małżeńskiej, raczej klasycznej i z słynnym „i że cię nie opuszczę…”, Connor i Eleonore wymienili się obrączkami.
Ceremonię sfinalizowali czułym pocałunkiem i długim spojrzeniem w oczy. Eleonore tradycyjnie przyjęła nazwisko Connora, choć początkowo zastanawiała się, czy może jednak pozostać przy swoim lub zdecydować się na dwuczłonowe.
Przed tańcami i dzikimi harcami czekało jeszcze krojenie tortu weselnego. I to z pełną kulturą, bo Eleonore nie wpychała świeżo upieczonemu mężowi jedzenia na siłę, aż do oporu.
Potem przyszedł czas na tańce (i spieszę z wyjaśnieniem, że strój wizytowy Iana to totalny przypadek i głupia pomyłka, a nie że typ chciał skraść show; zapomniałam przebrać Connora).
Angelica skradła serce Lauren, co Hamilton obserwował z nieskrywaną zazdrością. Niech tylko matka przestanie tańczyć z tym swoim chłopem, a już pokaże tej małej kocicy, jak wygląda prawdziwa zwierzęco-ludzka więź!
Ale matka musiała jeszcze zatańczyć z ojcem, bratem, własną matką i w dodatku na koniec wziąć udział w tańcu-połamańcu. Connor zatańczył z pozostałymi paniami, poświęcając jednak najwięcej czasu, poza panną młodą, Lenie, której od dawna nie widział, a na dodatek jako jedyna przyszła bez pary.
Wesele zakończyło się sukcesem.
Angelica wyrosła z kocięcia i zaczęli docierać się z Hamiltonem. Dobrana z nich para – on bez ogona, ona bez uszu (choć za kociaka jeszcze je miała, tak jak Hamilton ogon; jeszcze Eleonore zostanie osądzona o znęcanie się nad zwierzętami).
Kariera Eleonore rozwijała się prężnie.
Kariera karierą, ale dla kotów trzeba znaleźć czas (i dla męża też, chociaż on to sobie jakoś poradzi, z głodu nie umrze, a popieścić się mogą przed pójściem spać).
Connor nie pozostawał za Eleonore daleko w tyle i wkrótce również awansował.
Może i ciąża Eleonore nie była zaplanowana, ale kiedy już tak jakoś wyszło, razem z Connorem uznali, że tak właściwie to całkiem odpowiednia pora na powiększenie rodziny.
Gra w „Nie obudź lamy!” mogłaby być niezłym sposobem na obniżenie kosztów czynszu w ramach wygranej, ale Connor grał z panią, od której wynajmowali mieszkanie, czysto towarzysko.
Ale Eleonore i Connora nie dotyczyły kłopoty finansowe. W przeciwieństwie do Iana i Lauren, którzy prawie wszystkie pieniądze wydawali na czynsz, a i tak musieli pożyczać simoleony (pożyczać bez konieczności zwrotu) od rodziców Iana.
Całe szczęście, że Lauren awansowała (na to stanowisko bez przetłumaczonej w komunikacie nazwie – medium).
W końcu tak się złożyło, że każdy miał wolne i Lauren z Ianem zaprosili Nadię oraz jej narzeczonego, Allena, którego pierwszy raz spotkali na żywo. A wcale nie mieszkali daleko od siebie, bo Nadia z Allenem również przenieśli się do Catfish Cove.
Po chińszczyźnie na wynos – bo kto by tracił czas na gotowanie – przyszła pora na rundkę bilardu. Albo dwie. Ewentualnie dziesięć lub przynajmniej tyle, żeby każdego zadawalała ilość wygranych.
Tuż przed wyjściem gości, Nadia i Ian postanowili jeszcze pośpiewać karaoke (tak, ten wspólny garaż, z którego wynajmujący mogli zawsze korzystać, okazał się naprawdę dobrze wyposażony, jeśli o zaspokajanie rozrywki chodzi).
– Musimy jeszcze razem zagrać, choć raz – zagaił Ian przy pożegnaniu. – Już zapomniałem jaką niesamowitą mieliśmy wokalistkę.
Nadia podekscytowała się. Brakowało jej prób zespołu. Och, gdyby tylko mieli tyle czasu, co w nastoletnich latach…
A do miski Baryłki dorwała się bezdomna kicia. Gdyby Isidora ją przyuważyła, może rozważyłaby przygarnięcie kolejnej przybłędy.
Ogrodnictwo jest całkiem relaksujące, rozmyślał Elias, podlewając rosnące warzywa. Może by tak rzucić robotę i zostać ogrodnikiem? Oczywiście skończyło się na rozmyślaniu, bo jednak lubił swoją pracę, mimo że potrafiła podnieść poziom stresu.
Nadeszły urodziny Eliasa i Isidory, które postanowili zorganizować tego samego dnia, zamiast wyprawiać oddzielnych przyjęć. Isidora zachwycała się ciążowym brzuchem pierworodnej.
– Wiadomo, czy to wnuczek czy wnuczka? – pytała, ale Eleonore zaprzeczyła; wolała nie znać płci dziecka wcześniej.
W pierwszej kolejności do tortu przecisnął się Elias, który faktycznie urodził się około miesiąc wcześniej niż Isidora. Kiedy przyszło do zdmuchnięcia świeczek, zastanawiał się, czego mógłby sobie zażyczyć, skoro już nic więcej do pełni szczęści nie potrzebował.
Żeby moje dzieci i ich potomni mieli równie udane życie, co ja, pomyślał w końcu, po czym zdmuchnął świeczki.
Po Eliasie przyszła kolej na Isidorę, która podobnych dylematów nie miała. Niech mój ogródek się nie zapuści, kiedy już umrę, jej życzenie było dla niej oczywiste, chociaż do grobu się jeszcze nie wybierała.
Prawie całe życie u swego boku.
Kocie zabawy i poznawanie się lepiej doprowadziło do tego, że nie tylko Eleonore spodziewała się dziecka.
À propos ciąży Eleonore. Poród zaczął się nad ranem, Connor popanikował przez maksymalnie pięć minut i zgarnął żonę do samochodu, a potem prosto do pobliskiego szpitalu. Po kilku dniach młoda mama wróciła do domu wraz z Aspen – zielonooką dziewczynką o brązowych włosach.
Szczęśliwi, świeżo upieczeni rodzice jeszcze się nie zmęczyli nocnymi pobudkami czy ciągłym zmienianiem pampersów. Jeszcze.
Isidora spełniała się w roli babci. Aspen, jak na razie jedyna wnuczka, została jej oczkiem w głowie, więc przyjeżdżała – bądź przychodziła, w zależności od pogody – do Walkerów tak często, jak tylko mogła, i żeby własna córka nie miała jej dosyć. Ale Eleonore i Connor cieszyli się z dodatkowych rąk do pomocy i braku konieczności zatrudnienia niani.
Hamilton przeżył dobre, długie życie i przywitał się ze śmiercią mniej dramatycznie od niejednego sima – żadnego targowania się czy lamentowania. Niestety nie zdążył poznać kociąt, które spłodził wspólnie z Angelicą.
Angelica urodziła trójkę wspaniałych maleństw, które w duchu musicalowej tradycji dostały imiona: Lafayette (jedyny kocur w miocie), Peggy oraz Eliza.
Kiedyś sądziłam, że nie ma bardziej uroczej animacji niż poranne pobudki simowych par, ale mycie małych kotków przebija chyba wszystko.
Aspen podrosła.
U Ryderów Lauren awansowała.
Awans, i dodatkowy zastrzyk gotówki w postaci premii, uczciła wraz z Ianem w łóżku.
Ianowi udało się zebrać członków zespołu oraz Allena, który jako tako radził sobie z kontrabasem, i zagrali kilka coverów na scenie w parku sporo większej niż ta w Music Café. Publiczność, niestety, bez zmian – niemal brak.
Tłumów nie porwali, ale co się dziwić; środek tygodnia, okolice południa, tylko kilku spacerowiczów zatrzymało się popatrzeć.
Cała trójka wreszcie w komplecie.
Jako emerytka Isidora wyglądała tak ślicznie i uroczo, że nie mogłam – i nadal nie mogę – się napatrzeć.
Nastał kres dni Baryłki. Isidora i Elias płakali rzewnie, a przyglądać się jej śmierci przyszedł nawet ten sam bezdomny kot, który wyjadał jedzenie z miski.
Aspen, asekurowana przez mamę, i jej pierwsze kroki oraz Angelica pokazująca tyłek w tle.
I kolejny awans.
Kocięta wyrosły na niemalże klony Hamiltona. Lafayette i Eliza wyglądali tak samo, tylko Peggy wytrzasnęła skądś długi, puszysty ogon.
I tak mijał miesiąc za miesiącem, rok za rokiem… Skończyło się wczesne dzieciństwo i Aspen zdmuchnęła świeczki.
Aspen wyrosła na małą kopię ojca; tylko nos i kolor oczu odziedziczyła po Eleonore. Dziewczynka już wkrótce miała rozpocząć szkołę podstawową i mocno się tym ekscytowała, choć doskwierał jej również stres.
To gorzko-zabawne, że Ian został jurorem w konkursach zespołów muzycznych i jego decyzje miały wpływ na to, kto wygra w życie, a kto wróci do garażu, kiedy sam pogrywał w garażu.
Awans dobrze się wstrzelił tuż przed płaceniem czynszu – premia jak zwykle się przydała.
Ianowi i Lauren ledwo starczało na rachunki, ale Elias mógł w końcu przejść na emeryturę i ostatnie lata przeżyć spokojnie u boku Isidory, podlewając wspólnie pomidors i inne warzywa oraz owoce, ze sprzedaży których się utrzymywali. Pieniędzy mieli aż nadto, jak na dwójkę emerytów, i część przesyłali Ianowi i Lauren, choć ci udawali, że potrzebowali ich mniej niż w rzeczywistości.
Elias i Isidora doczekali się złotego jubileuszu. Na skromnym przyjęciu zebrał się cały klan Ryderów.
Elias prowadził w tańcu Isidorę tak, że uginały się pod nią nogi – dosłownie i w przenośni.
Po spokojniejszych tańcach przyszła pora na taniec-połamaniec, jak to bywało na niemal każdej simowej imprezie. Początkowo nie wszyscy tańczyli zsynchronizowani…
…ale po kilkunastu minutach każdy doszedł do wprawy i odstawili taki pokaz, jakiego dom Ryderów nigdy nie widział.
Przyjęcie okazało się bardzo udane, a Isidora spełniła cel życiowy – dożyła złotego jubileuszu.
Rzeczywistość wypełniona kotami.
– Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz. Jak będziesz starsza, to będziesz mogła zadecydować, czy chcesz się uczyć czy nie, ale teraz to ja i tata jesteśmy za ciebie odpowiedzialni, Aspen – tłumaczyła córce Eleonore, kiedy ta próbowała wymigiwać się od odrabiania zadań. – Jeśli czegoś nie rozumiesz, to ci wytłumaczymy i pomożemy, a jeżeli sami nie będziemy wiedzieć, to poszukamy korepetytora…
Ten odcinek kreskówki o wielkim robocie nie był wart takiego wywodu, myślała później Aspen.
Takiej Eleonore nauka się opłaciła, bo teraz, jako adwokatka gwiazd, zarabiała ponad tysiąc dwieście simoleonów dziennie, a i tak nie osiągnęła jeszcze szczytu kariery.
Kariera Eleonore rozwijała się prężnie, a Ian przygrywał na schowanej w piwnicy perkusji już prawie pogodzony z tym, że grać w słynnym zespole nie będzie. Zaczynał rozważać zmianę ścieżki kariery; zarabiał niemal o połowę mniej niż Lauren i nie chciał obarczać ją większością kosztów utrzymania.
No… po awansie Lauren zarabiała już o ponad połowę więcej od Iana i choć jej zawód należał do tych śliskich, to miała na tyle szczęścia i wyczucia, że jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Cóż, sąsiadowi zza ściany prawie zaszkodziła, kiedy w środku nocy postanowił zrobić remont, ale skończyło się tylko na agresywnym waleniu w ścianę i wyzwiskach.
Bonus 1.: Mieszkanie Eleonore i Connora zawalone rzeczami dla kotów tak, że niemal brakowało miejsca dla simów. A to jeszcze przed rozmnożeniem…
…naprawdę ledwo starczało miejsca. Upchanie łuku weselnego i gości to niezłe osiągnięcie z mojej strony.
Bonus 2.: Jeden z moich pięknie przerobionych miastowych. Chyba wracał z pracy z Eliasem.
Bonus 3.: Bitka w garażu wspólnym, gdzie Ian i Lauren wynajmowali mieszkanie.
Bonus 4.: Mazov to nazwisko idealnie wpasowujące się w klimat Sweetwater Hills i niektórych tamtejszych nazwisk. Kocham.
E V A N S
Nadia Evans i pierwsza próba zespołu w Music Café. Czasami podczas śpiewu wyobrażała sobie, że jest wielką gwiazdą i słucha jej ktoś więcej niż kilku przypadkowych simów i Ian z Lauren.
Zbliżał się kres życia Kluski i Janis dawała jej ogrom ciepła i miłości, choć już dawno sądziła, że osiągnęła maksimum – najwyraźniej nie, nie da się kochać kota zbyt mocno.
Mimo że odejście starej kocicy było czymś zupełnie spodziewanym, to i tak zabolało domowników, a już zwłaszcza Janis, która przez wiele lat traktowała Kluskę niczym pierworodną córkę.
Kiedy żałoba zelżała, Janis postanowiła zaadoptować kolejnego kota. Znów trafiło na dziewczynkę – Fretkę.
Ian wybierał się na studia, a Nadia jeszcze przez rok zostawała w Sweetwater Hills. Przedyskutowali to i podjęli decyzję, że nie chcą żyć w romantycznej relacji na odległość, nawet przez ten jeden rok.
Rozstali się w przyjaźni, żegnając, jak na razie, ostatnim pocałunkiem. Może za rok znowu się zejdą, tym razem oficjalnie, któż wie? Ale nawet jeśli nie, nigdy nie będą dla siebie obcymi.
Fretka, jak to z kotami bywa, skradła serca wszystkich domowników…
Ostatnia klasa liceum minęła Nadii w oka mgnieniu i już-już opuszczała rodzinny dom, by wyjechać na studia, gdzie zamierzała zgłębiać tajniki biologii.
Najpierw śmierć Kluski, teraz wyjazd Nadii… Całe szczęście, że tylko tymczasowy, pocieszała się ciągle Janis, ale znów czuła się jak typowa kocia mama, która innych dzieci nie miała.
Fretka wyrosła na dostojne kocisko.
Na studiach Nadia postanowiła zmienić uczesanie (i wyglądała przepięknie, ale Nadii we wszystkim ładnie).
Nie w głowie były jej imprezy czy rozrywka, bo studia chciała ukończyć z jak najlepszym wynikiem, skoro w końcu odnalazła coś, czym interesowała się dłużej niż miesiąc. Często zakuwała po nocach, dlatego niejednokrotnie kładła się spać skrajnie wyczerpana.
A w akademiku nie tak łatwo się wyspać, kiedy cheerleaderka i maskotka przeciwnej drużyny w każdej chwili mogli wszcząć bójkę na korytarzy.
Za dnia nie bywało tam lepiej i Nadia w końcu odkryła oczywistość. A mianowicie, że najlepsze miejsce do nauki to biblioteka – synonim ciszy i spokoju, gdzie trudno uświadczyć tłumów. Och, gdyby jeszcze pozwolono Nadii spać między regałami…
Biblioteki naprawdę nikt nie oblegał. Prócz Nadii przebywała tam tylko garstka simów, ale w tej garstce bywał jeden, który rozpraszał ją samą swoją obecnością. Wtedy, z nim obok, uważała, że wiedza przychodziłaby łatwiej wśród kłótni, bijatyk i imprez.
Nadia za punkt honoru uznała udawanie, że kompletnie nie dostrzegała tamtego sima – nie daj Wszechwidzący, jeszcze się wyda, że się zadurzyła po uszy! – ale plany wzięły w łeb, kiedy do niej podszedł.
Też mu się podobała, co przekazał bezpośrednio i bez zbędnych podchodów, ułatwiając znacząco sprawę. Allen Evans studiował psychologię rok niżej. To dlatego zaczęła widywać go dopiero od niedawna.
Jakim zaskoczeniem okazało się, że rezydowali w tym samym akademiku. W końcu i Nadia wyluzowała z nauką i zaczęła bawić się po godzinach. W towarzystwie Allena.
I trudno powiedzieć, kiedy wydawała więcej hałasu – przegrywając czy wygrywając na konsoli; w obu przypadkach darła się równie głośno i czuła hipokrytką; oby każdy biedny pierwszoroczniak, któremu przeszkadzała, odnalazł ukojenie w bibliotece.
Tak, Allen naprawdę nie ukrywał, że Nadia mu się podobała; szybko przeszli do flirtowania…
…i skradzionych pocałunków między wykładami, choć z tym drugim może aż tak się nie spieszyli, bo do pierwszego pocałunku doszło dopiero na trzecim roku Nadii.
W przerwach od nauki znajdowali czas na chwile bliskości.
I tak minął Nadii czas studiów, które, tak jak zaplanowała, ukończyła z wysokim wyróżnieniem. Niestety Allenowi został jeszcze ostatni rok, ale tym razem Nadia wiedziała, że da radę zadbać o związek na odległość.
Do domu rodzinnego nie wróciła na długo – tylko na kilka tygodni. Pokazała rodzicom zdjęcia Allena, ba, nawet udało im się z nim porozmawiać przez kamerkę, i wyznała, że jeszcze w tym roku chciałaby się przeprowadzić do Catfish Cove i samodzielnie zasmakować dorosłego życia, bo studia to przecież tylko przedsmak.
Arthur zapewniał córkę, że tak czy inaczej będzie mogła liczyć na wsparcie rodziców. Janis w tym czasie przygasła.
I przygaszona została do końca dnia, a potem przez kolejne dni, kiedy Nadia wprowadzała się do upatrzonego wcześniej mieszkania. Gdy zabrała ostatnie rzeczy i siebie, Janis przenocowała w jej łóżku, nawet się nie przebierając.
Rankiem odnalazł ją Arthur, zaskoczony samotną pobudką; przecież Janis mówiła, że tylko weźmie prysznic i już do niego dołącza. Ale widząc jej smutek, od razu się domyślił w czym rzecz. Objął ją i zapewnił, że wszystko będzie dobrze, Nadia nie wyprowadziła się na drugi koniec świata i będą odwiedzali córkę, dzwonili…
Pierwszy posiłek w nowym mieszkaniu, odgrzewane spaghetti mamy, smakował samotnością; przez pierwszy rok w akademiku, zanim zaczęła jadać z Allenem, Nadii towarzyszył przynajmniej hałas innych simów.
Poszukiwania pracy w oceanografii, dziedzinie, którą Nadia zainteresowała się w trakcie studiów, co wieczór kończyły się porażką. Dlatego Nadia chwytała się prac dorywczych, ale gdyby nie pomoc finansowa ze strony rodziców, nie dałaby rady żyć w godnych warunkach.
Nadia prawie codziennie dzwoniła do rodziców, a z Allenem była w kontakcie niemal non stop, ale brakowało jej fizycznych spotkań z innymi simami poza współpracownikami. Postanowiła więc wzniecić powoli gasnącą przyjaźń z Ianem i Lauren, którzy mieszkali przecież w tym samym mieście, co ona.
Spotkali się w popularnym ostatnimi czasy klubie Flamingo Disco i choć w środku tygodnia nie szalały tam aż takie tłumy, co można by nawet uznać za zaletę, bawili się znakomicie.
Oczywiście żadna impreza nie może obyć się bez tańca-połamańca, do którego tym razem zaczęła przymierzać się jakaś przypadkowa nastolatka.
Dziewczyna wycofała się jednak, wykonanie tak widowiskowego tańca być może ostatecznie ją przerosło, ale Nadia i Ian rzucili sobie porozumiewawcze spojrzenia, wiedząc co się zaraz wydarzy…
A wydarzył się najlepszy i najbardziej zsynchronizowany taniec-połamaniec jakiego Flamingo Disco od dawna nie widziało.
Potem jednak, po naprawdę dobrej zabawie, Nadia wróciła do pustego łóżka w pustym mieszkaniu i dopadło ją przygnębienie. Na szczęście, wyczerpana szybko zasnęła.
Nastał długo wyczekiwany dzień ukończenia studiów przez Allena i Nadia mogła przestać skreślać daty w kalendarzu. Allen zabrał tylko kilka starych rzeczy z domu rodzinnego, do którego ze względu na sytuację rodzinną nie zamierzał więcej wracać, i od razu zamieszkał razem z Nadią.
Przyjazd Allena szybko przeniósł się do łóżka; tacy za sobą byli stęsknieni, na wielu poziomach.
Cotygodniowe płacenie czynszu nie sprawiało Nadii problemu, zwłaszcza odkąd Allen zaczął się dokładać, ale odłożenie większej kwoty na koncie oszczędnościowy już tak.
W Catfish Cove nie brakowało pięknych parków, które idealnie nadawały się do zaręczyn. Podczas pewnego sobotniego spaceru Allen ukląkł i wyjął pierścionek.
Nadia przyjęła oświadczyny bez zawahania; właściwie fantazjowała o tej chwili odkąd tylko ukończyła studia i zamieszkała sama.
Po kilku eksperymentach, od dredów po wypuszczone na wolność wspaniałe afro, Nadia powróciła do fryzury z lat nastoletnich, w której prawdopodobnie czuła się najlepiej.
A do rodziców Nadii włamał się sam Gordon Krolevich. Policja przyjechała na czas i zgarnęła uprzykrzającego życie simów kryminalisty; niestety nie posiedział w więzieniu za długo – szybko został zbiegiem.
Wracamy do bycia kocią mamą na pełen etat.
Arthur i Janis poznali Allena osobiście, który okazał się tak samo czarujący na żywo, jak przez ekran telefonu.
Nadia wraz z Allenem wspólnie odwiedzili jej rodziców w dniu, w którym postanowili odprawić łączone mini-urodziny. Może w ogóle by ich nie odprawiali, ale Allen nie spieszył się z wizytą – mocno zestresowany spotkaniem z przyszłymi teściami;odkąd oświadczył się Nadii, nie chciał zawieść ich oczekiwań – więc potrzebowali przynęty.
Mawia się, że starość to nie radość, ale spędzona z ukochaną osobą, nie w samotności, nie musi być taka zła.
(A Janis wyglądała naprawdę cute w tych włosach i stylizacji.)
Nadia w końcu znalazła pracę w zawodzie; już myślała, że do końca życia będzie zajmowała się czymś, co niekoniecznie polubi.
W odwiedziny do Catfish Cove niezapowiedzianie przyjechała Janis.
– Bo kiedy ty znowu wpadniesz, to ja nie wiem, pewnie nieprędko się doczekam, córeczko – powiedziała na wstępie. – Przyniosłam dary. Macie miejsce w lodówce, prawda?
Jednym z darów okazało się wybitne ciasto. Oczywiście Janis upiekła je sama i choć Allen wiedział, że teściowa pracowała jako szefowa kuchni, to i tak nie mógł wyjść z podziwu.
Biorąc przykład z Nadii, Allen również postanowił znaleźć jakieś stałe zatrudnienie. Do kariery stróża prawa ciągnęło go od dawna, więc wysłał CV, gdy tylko natrafił na odpowiednie ogłoszenie.
Pierwszy awans Allen zdobył bardzo szybko.
Czasami Ian wpadał odwiedzić nie Nadię, a Allena. I choć nie było między nimi jakiejś wielkiej przyjaźni, to przyjemnie czasami obejrzeć mecz i wypić piwo z dobrym kumplem.
Dobrze, że na przedostatnim piętrze tylko Wszechwidzący mógłby ich podejrzeć.
Nie tego spodziewała się Nadia, kiedy zapragnęła pracować w oceanografii, ale cóż… Podobno wiedziała gdzie są ryby i zamierzała je dorwać, a przynajmniej do tego próbował ją przekonać pracodawca.
Apartament, w którym Nadia i Allen wynajmowali mieszkanie, może nie należał do tych luksusowych, ale przynajmniej posiadał dwie bieżnie i rowerek do dyspozycji mieszkańców. Nadia i Allen chętnie korzystali z tej mini siłowni.
Cóż, tak to już czasem bywa, że simka zachodzi w nieplanowaną ciążę, mimo że się z partnerem zabezpieczają, a wtedy opcje są dwie: donoszenie ciąży lub aborcja. I choć Nadia z Allenem teoretycznie pierwsze dziecko planowali dopiero po ślubie, to zdecydowali – no, ostateczna decyzja i tak należała do Nadii – że jednak powiększą ich małą rodzinę wcześniej.
Arthur ekscytował się perspektywą pozostania dziadkiem, a Janis zarzucała Nadię milionem bardziej lub mniej użytecznych porad (o które nie zawsze ją proszono).
Rodzina Collinsów ostatnio miała wielkiego pecha, jeśli chodzi o włamania. Najpierw Arthur i Janis, teraz mieszkanie ich córki… Zanim zjawiła się policja, Nadia i Allen utracili obraz z papugami i chyba krzesło.
Jakby tego było mało, w trakcie włamania Nadia zaczęła rodzić. Najpierw obudził ją alarm, potem poczuła skurcze. Do terminu porodu zostało jeszcze trochę, więc być może nerwy wywołały go przedwcześnie.
Policjant, kolega po fachu Allena, aresztował włamywaczkę, a potem – ze skutą z tyłu przestępczynią – podwiózł Allena i Nadię do szpitala; takich warunków porodu nikt się nie spodziewał.
Neem Evans rozpoczęła żywot w dosyć niezwykłych okolicznościach i, szczerze mówiąc, rodzice liczyli po cichu, że wyczerpała limit dramatu już na starcie.
Niedługo po narodzinach Neem, Nadia i Allen nareszcie się pobrali. Gdyby nie ta nieplanowana ciąża, już dawno wymieniliby się obrączkami, ale, cóż, postanowili trochę poczekać – Nadia nie chciała przerabiać wybranej wcześniej sukni, a poza tym pragnęła bawić się w stu procentach komfortowo.
Zero powagi przy krojeniu ciasta, zero. A jeśli o gości chodzi, to zaprosili tylko rodziców Nadii oraz Iana wraz z Lauren. Allen ze swoją rodziną nie utrzymywał kontaktu odkąd wyjechał na studia, więc o wysłaniu zaproszeń nie było nawet mowy.
Pierwszy taniec młodej pary. Oczywiście Ian i Lauren, zamiast tańczyć wolnego, podskakiwali nie do rytmu.
Skradziony pocałunek.
Wkrótce Allen zmienił muzykę i wszyscy przystąpili do tańca-połamańca. Janis nie wyglądała na zachwyconą; lata już nie te, co kiedyś, a zresztą nigdy nie radziła sobie z tańcem-połamańcem zbyt dobrze, uczestniczyła w nim może kilka razy na studiach.
Niezadowolenie Janis szybko zmieniło się w istne zagubienie, ale przynajmniej młoda para z resztą gości bawili się bardzo dobrze. Nawet Arthur poczuł się znowu jak dwudziestolatek.
Ocena przyjęcia nie powinna nikogo zaskoczyć. Wesele Allena i Nadii Evansów okazało się prawdziwą balangą, którą wszyscy będą długo wspominać (choć działo się mniej niż podczas narodzin Neem).
Nazajutrz Nadia i Allen ponownie przebrali się w suknię ślubną i garnitur, a fotograf-amator, w którego wcielił się Arthur, zrobił im kilka zdjęć, które wspaniale prezentowały się później na ścianie.
Bonus: A za miastowych studentów robili simowie ze starego Casterly Rock. Głównie dzieci, które nie miały okazji nigdy dorosnąć. Ta piękna simka, to tamtejsza Dolores Parrish, o której wiedziałam, że będzie piękna, odkąd stała się dzieckiem. I nie myliłam się – zrobiłam sobie spoilery i to najpiękniejsza simka ze swojego pokolenia.
A tak miała wyrosnąć jej siostra, Malia.
Lake Lovejoy i Clementine Doyle również dostały nowe życie i nawet w tym nowym wyglądały czasami jakby nadal się przyjaźniły.
I z miastowych, tym razem po prostu przerobionych, jeszcze pan policjant. Nie tylko przestępcy dostali blizny na twarzach.






















































































































































































































































