Strony

4. Novak – 2; Sinclaire – 2; Blackwood – 2

Wypadałoby w końcu ponadrabiać zaległości, a ostatnio złapała mnie wena. I na blogowanie i, o zgrozo, na tworzenie podotoczenia wakacyjnego, które powstanie pewnie za sto lat. Przydałaby się jeszcze wena do stworzenia drzew genealogicznych, ale nadal nie wiem jak rozwiązać surogatkowy problem (to daleka przyszłość, jeśli o posty chodzi). A dwudziestego dziewiątego umowne trzecie urodziny Sweetwater Hills.

N O V A K
U Novaków turę rozpoczął awans Victora (gdzieś po drodze kariery wojskowej, z jakiegoś powodu, sim zostaje astronautą (szkoda, że nie ma typowo kosmicznej kariery; w sumie pasowałaby do tej gry idealnie, mamy kosmitów)).

A potem Sebastian świętował urodziny. Rodzice zapisali go do tej samej szkoły prywatnej, co Aileen – także powodzenia, chłopcze. 

Po urodzinach Sebastiana przyszła kolej na urodziny Aileen. Niestety na drugim przyjęciu zabrakło Victora, który stacjonował na orbicie. Aileen udawała, że wcale nie było jej przykro.

A było. W końcu została nastolatką, a to już nie przelewki, jedną nogą stała u progu dorosłości! Tata powinien się pojawić, jakimś cudem załatwić wolne, cokolwiek. Przecież kochał ją tak samo mocno, jak Sebastiana, prawda?

Victor wrócił do domu kilka tygodni później i, szczerze mówiąc, bardziej interesowały go chwile czułości z Marthą niż zabawa z Sebastianem czy użeranie się z nastoletnią córką, która przechodziła przez przeładowany emocjami, nierzadko skrajnymi, okres życia (a przynajmniej tak to sobie wyobrażał). Jasne, im też poświęcał czas, to oczywiste, ale będąc na stacji kosmicznej najbardziej tęsknił za żoną.

Aileen uczyła się pilnie. Szybko zdecydowała, co chce robić po skończeniu szkoły – najpierw studia na kierunku biologicznym, a potem kariera badaczki natury. Do tego trójka dzieci, idealny mąż i adoptowany ze schroniska pies. No, istne spełnienie marzeń.

Sebastian od zakuwania wolał dobrą zabawę. W jego wieku dobra zabawa znaczyła ni mniej, ni więcej niż klocki i plastikowe ludziki.

W odwiedziny do Marthy wpadła Helena. Czasami nie warto wysilać się, spędzając godziny w kuchni – w dobrym towarzystwie nawet galaretka smakuje wybornie.

Razem z Heleną przyszedł też Evan. Choć on i Aileen chodzili do tej samej klasy, a ich matki przyjaźniły się od lat, nie spotykali się nazbyt często poza murami szkoły. Aileen chętnie by to zmieniła, bo Evan – chociaż od jakiegoś czasu bardzo ją onieśmielał – był zachwycający. Jego niebieskie oczy, zmierzwione włosy, otwartość w kontaktach międzyludzkich (jej zupełne przeciwieństwo) i to, w jaki sposób wymawiał imię Aileen. Czuła, że przepada.

Komplementami Evan potrafił rzucać jak nikt inny i taki był przy tym czarujący. Kupiłby Aileen nimi, gdyby nie to, że kupiona została już wcześniej.

Na pożegnanie objęli się po przyjacielsku, ale trwali w tym objęciu trochę przydługo, więc może, może… Martha i Helena, widząc to, ekscytowały się chyba bardziej niż sama Aileen – czyżby jednak w przyszłości miały zostać spowinowacone? Może, może…

Podczas urlopów Victor zaczął poświęcać więcej czasu Sebastianowi – a to jakiś spacer po lesie, a to wspólne rzucanie piłką… To ostatnie Sebastian uwielbiał najbardziej, chociaż, szczerze mówiąc, najchętniej pograłby w piłkę nożną.

Tak wracała ze szkoły szóstkowa uczennica. Szóstkowa uczennica z brzuchem pełnym motyli, bo Evan flirtował z nią na przerwie i umówili się, że nocą wymkną się z domu.

(Śpiący w objęciach dorośli to wspaniały widok, ale wiercące się w łóżku dzieci są przeurocze. A kiedy drzemią na kanapie, to już w ogóle złoto.)

Aileen już od szkoły podstawowej przyjaźniła się z Laurence'em Blackwoodem – od zawsze ciągnęło ją do simów bardziej pewnych siebie niż ona.
– Evan jest absolutnie cu-do-wny – wzdychała, akcentując ostatnie słowo. Poprzednią noc spędziła z Evanem na kręgielni. – Tylko mu tego nie powtarzaj!
– Tak…
– To znaczy, możesz mu wspomnieć, że bardzo go lubię i jakby chciał to ten… ma u mnie szanse, ale, wiesz, żebym nie wyszła na jakąś zadurzoną po uszy kretynkę…
– Tak…
– No… a co tam u ciebie? – Speszyła się, że mówiła ciągle o sobie. Laurence pewnie nie chciał wysłuchiwać jej żalów miłosnych; może przydałaby się do takich spraw przyjaciółka? – Tata przestał odgrażać się, że odda Klocucha do schroniska?
– Tak… – powtarzał jak automat Laurence, zapatrzony w Aileen. – To znaczy: tak! Przestał. Chyba się polubili. Po tylu latach…

Po wielu latach ciężkiej pracy Victor osiągnął szczyt kariery, spełniając przy tym swój cel życiowy. Gratulacje. Czy twoje życie prywatne jest równie udane jak zawodowe?, pytają w powiadomieniu. Odpowiedź Victora brzmiałaby, że mogłoby być lepiej.

– Jak tam szkoła, dzieciaku?
– A, daj spokój, nic tylko nauka, nauka, nauka… Pf.
– No wiesz, mówią, że nauka to potęgi klucz.
– Chyba w twoim świecie tak mówią, kujonko.

Victor, niezbyt szczęśliwy, że znowu opuszcza rodzinę – przynajmniej tym razem będą stąpać po tej samej ziemi – wybierał się do pracy.

Aileen wkuwająca technikę po godzinach.

Victor wrócił do domu prosto na urodziny syna i nawet nie zdążył się przebrać. Aileen nadal czuła się trochę dotknięta, że wtedy nie przybył na jej.

Sebasitan, za namową ojca, okiełznał choć trochę burzę włosów, ale postawił na swoim i nie ogolił się na zero, a nawet nie ściął zbyt krótko, jak proponował Victor.

Nową misją Victora stało się trenowanie Sebastiana na torze przeszkód, który rozstawili wspólnie za domem – chciał, żeby syn w przyszłości poszedł w jego ślady. Sebastian nie wyrażał sprzeciwu

Kiedy Sebastian biegał między przeszkodami albo po godzinach grał w piłkę nożną razem z kolegami, Aileen tonęła w ramionach Evana. Och, ostatnio po szkole zaprosił ją na spacer i na koniec pocałował. Oficjalnie nie zostali parą, ale liczyła, że to się wkrótce zmieni – jeśli nie on, ona poprosi o zadeklarowanie związku.

Rodziców nie było w domu, więc mogli sobie pozwolić na obściskiwanie się w salonie. Pokój Aileen tonął w różu i początkowo wstydziła się zapraszać tam Evana. Uzna ją za dzieciaka i co wtedy?

W tym samym czasie Sebastian próbował bezbłędnie i w dobrym czasie przebiec przez tor przeszkód – kiedy tata wróci do domu, chciał się przed nim pochwalić – choć wolałby pogrywać w nogę. A do boiska tak niedaleko…

Aileen zaprosiła w końcu Evana do swojego azylu. Przypieczętowała w ten sposób fakt, że oficjalnie zostali parą.

Nie tylko młodzi spędzali czas wolny na czułościach.

Och, tak. Czochranie włosów i irytowanie rodzeństwa – rzecz typowa dla simowych rodzin.
– Kretynie, zniszczyłeś mi fryzurę! – oburzyła się Aileen.
– Wyglądasz tak samo jak zawsze – zauważył Sebastian. – Zresztą i tak właśnie wstałaś.

– Mamo, jak myślisz, czy powinnam zrobić sobie grzywkę? – Aileen zagadała odpoczywającą przed telewizorem matkę. – Będzie mi z nią do twarzy? Hm, może lepiej zostawię tak, jak jest…
– Czy ja ci wyglądam na fryzjerkę? – Martha wzruszyła ramionami. – Rób, co chcesz. A zamiast fryzurą, zajmij się lepiej nauką do egzaminów końcowych.
Aileen wywróciła oczami.
– Przecież cały czas się uczę.
– Tak, tak. Chyba, że akurat randkujesz z Evanem. Albo godzinami siedzisz u Blackwoodów. Albo imprezujesz… – wymieniała Martha.
– I nadal jestem szóstkową uczennicą – wtrąciła Aileen i Martha w gruncie rzeczy nie miała się już do czego przyczepić; zresztą i tak tylko drażniła się z córką.

Aileen zdecydowała się na grzywkę – do czego ostatecznie przekonała ją fryzjerka – i, posłuchawszy mimo wszystko rad matki, przyłożyła się do nauki jeszcze bardziej. Ograniczyła też spotkania z Evanem, którym poświęcała mnóstwo czasu odkąd się zeszli.

Evana podkradł siostrze Sebastian i wspólnie ćwiczyli strzelanie goli.

Co było skrajnie niesprawiedliwe, bo Evan doświadczenia żadnego nie miał, a Sebastian każdą wolną chwilę spędzał na boisku. No, ale mniejsza z tym. Między chłopcami pojawiła się nić porozumienia, i choć Sebastian zachodził o głowę, jak ktoś tak cool mógł wytrzymywać z Aileen, odgrażał się, że jeżeli Evan skrzywdzi siostrę, to przestawi mu kręgosłup.

S I N C L A L I R E
Jeszcze trochę i Helena zostanie ordynatorem; spełnienie jej marzeń.

A po pracy i szkole szachowa rozgrywka matki i syna.

Nic nie trwa wiecznie, a już zwłaszcza dzieciństwo simów. Przeistaczają się w nastolatków, a potem dorosłych tak szybko – powie każdy rodzic. Przyszła pora na Evana (Albert na 99% był obecny na urodzinach syna, ale zgubił się na zdjęciu, proszę o nieosądzanie).

Pierwsze wymknięcie się z domu i pierwsza jazda radiowozem. Towarzyszącej Evanowi Aileen udało się schować w krzakach i Evan krył ją bohatersko, udając że sam wałęsa się po nocach. Nawet jeśli policjant mu nie uwierzył, to wyglądał na tak umęczonego nocną zmianą, że – choćby dla świętego spokoju – ustąpił.

A przed południem (ponieważ Helena była na tyle miła i pozwoliła wyspać się synowi; zresztą półprzytomny nie zrobiłby niczego produktywnego) Helena zaczęła łajać Evana, czego niedobrowolnym świadkiem została pokojówka.
– Nie udawaj, że sama nigdy nie wymknęłaś się z domu, jak sto lat temu byłaś nastolatką – atakiem bronił się Evan. – Pewnie z tatą robiliście gorsze rzeczy…
– Młodzieńcze, nie rozmawiamy o mnie, a o tobie – przerwała Helena zanim Evan powiedział coś, czego mógłby żałować. – A ty zachowałeś się karygodnie. I wplątałeś w to Aileen. O, Wszechwidzący, co powie Martha jak się dowie…
– Wcale nie było ze mną Aileen! – szedł w zaparte Evan.
– Nie kłam.
– Ja nie… No dobra, była. Ale pani Novak nie dowie się o niczym, jeśli jej nie powiesz. Policja zgarnęła tylko mnie.

Helena nie podkablowała, Aileen uniknęła kary i wkrótce – po zakończeniu aresztu domowego – Evan i ona znowu mogli się widywać.

Aileen nie była jedyną dziewczyną w kręgu zainteresowań Evana. Sienna, młodsza koleżanka ze szkoły, wpadła mu w oko odkąd pierwszy raz ją zobaczył; na początku roku szkolnego podczas apelu. A kiedy oboje dostali się do samorządu szkolnego, ich znajomość pogłębiła się.

…a Helena dalej pięła się po szczeblach kariery. Albert, od lat będący zaledwie członkiem samorządu, o wygryzieniu Blackwooda z pozycji burmistrza przestał nawet marzyć.

Evan z synem Astora Blackwooda, Laurence'em, kumplował się całkiem nieźle. Wiedział, że jest najlepszym przyjacielem Aileen, więc trochę o nią powypytywał. Nie to, że nie wyrwałby dziewczyny bez niczyjej pomocy. On, Evan, by nie wyrwał? Phi, dobry żart.
– Nie przejmuj się tak, stary…
– Uważasz, że się przejmuję? Daj spokój, nie przejmuję… Dziewczęta lgną do mnie jak… hm… jak muchy do lepu, jak muchy…
– Ta, jak muchy do lepu. Piękne porównanie – zadrwił Laurence. – Tylko nie wypal przy Aileen, że jest jak mucha, co? Ona cię lubi. Nie spierdol tego.

Powrotów z nocnych schadzek ciąg dalszy. Tym razem obyło się bez podróży radiowozem.

Nocne schadzki nocnymi schadzkami, ale nie ma to jak spacer po parku w środku dnia. Aileen była zachwycona takim publicznym okazywaniem uczuć – to dowód, że Evan myślał o niej poważnie, prawda?

– Nie zimno ci w tej sukience? Chodź, poprzytulajmy się – zaproponował Evan, kiedy usiedli odpocząć na ławce.
– Prawdziwy dżentelmen zaproponowałby bluzę – zażartowała Aileen, choć właściwie byłoby miło, gdyby Evan naprawdę użyczył jej bluzy, nawet jeżeli wcale nie odczuwała chłodu; jak mogłaby, skoro przez Evana ciągle się czerwieniła? Ale dziewczęta z klasy czy bohaterki książek i filmów dla nastolatek taki gest uważały za szczyt romantyzmu i Aileen chętnie poczułaby się jak taka bohaterka.

A po krótkim odpoczynku, i ponownym obejściu parku wzdłuż i wszerz po kilka razy, przyszła pora na kolejną chwilę czułości.

Po zapadnięciu zmroku pieszczoty Evana i Aileen przestały być tak subtelne (ci simowie to wstydu nie mają; robić we własnych domach mogą, co chcą, ale żeby w miejscu publicznym? a co jak jakieś dziecko ich zobaczy?).

I pocałunek na zakończenie miłego spotkania.

Jak już się rzekło – Aileen nie była jedyna. Evan kontynuował próby poderwania Sienny, która o Aileen nie miała pojęcia tak samo, jak Aileen o niej.

Na flirtowaniu Evan nie skończył, skoro do pocałunków Sienna okazała się równie chętna. Choć gdyby wiedziała, że nie jest jedyną, którą tego dnia całował, z pewnością miałaby coś przeciwko.

Ze Sienną Evan spotykał się tylko u siebie w domu (i to tak, żeby przypadkiem nie natknęli się na jego rodziców), ale Aileen potrafił zaprosić nawet do tej szalenie cukierkowej, obleganej – bo jedynej w Sweetwater Hills – restauracji, którą uwielbiała mama i wiedział, że podobała się Aileen. Gdyby do Sienny dotarły plotki, że umawia się z Aileen aż tak nie ubolewałby nad stratą, ale odwrotnej sytuacji chciał uniknąć.

Pod koniec jednej z randek Evan zaproponował Aileen stały związek. Nie miał pojęcia, co w niego wstąpiło, bo nie potrafił się zobowiązywać, nie chciał, ale z drugiej strony bał się, że Aileen w końcu da sobie z nim spokój, skoro za mało się angażował…

Jedno wspomnienie – dwa skrajne odczucia.

Wejście w stały związek Evan odbił sobie zdradą podczas domówki u Laurence'a. Och, Sienna już wiedziała, że Evan oficjalnie spotyka się z Aileen, ale tak zdążyła się w nim zauroczyć, że prawie się tym nie przejmowała. Nie znała tej dziewczyny, nie przyjaźniły się, więc nie miała skrupułów, by wymknąć się z Evanem na piętro.

Ta… Nie ma to jak naruszenie prywatności sypialni rodziców najlepszego kumpla… Najbardziej romantyczne bara-bara wszechczasów. Nie żeby Evanowi zależało na romantyczności – no może kiedyś, z Aileen, kiedy w końcu będzie gotowa.

Żeby chociaż na jednej zdradzie się skończyło… Oprócz Sienny był jeszcze ten niedawno poznany w klubie Rudera chłopak, Mickey. Evan już wcześniej odkrył, że chłopcy potrafią być równie atrakcyjni, co dziewczęta, ale jeszcze nigdy nie poczuł z żadnym wzajemnej chemii. Do czasu aż pojawił się Mickey, któremu od razu zapragnął zaimponować.

Co nie okazało się zbyt trudne, bo Mickey zauroczył się w Evanie od pierwszych akordów zagranych na pianinie. Jak dobrze, że Evan nie zafałszował speszony, czując jego wzrok na dłoniach.

– To było całkiem, no… ten… ładne.
Komplement Mickeya, choć niezbyt wyszukany czy nawet składny, mile połechtał evanowe ego.

Evan, wyczuwając, że Mickey również jest nim zainteresowany, zainicjował pierwszy pocałunek. Całowanie ust chłopca różniło się trochę od całowania ust dziewcząt, ale nie znaczyło to, że było gorsze.

Może nawet odrobinę lepsze? Przynajmniej ten pierwszy raz, który był nowym doświadczeniem, a wszystko, co nowe, jest trochę bardziej ekscytujące.

Dowód na to, że Albert wcale nie porzucił rodziny, nie wyjechał w delegację, cokolwiek. Po prostu wcześniej unikał obiektywu kamery, to znaczy kadru screenshota.

…i kolejny awans z udziałem Heleny. Albert nadal na swój czekał, ale najwyraźniej kiepsko mu szło w politykowanie.

A kiedy weekend rodzice postanowili spędzić w spa, Evan uznał, że to dobry moment na urządzenie domówki. Wyjął przekąski na stół, przygotował drinki z podkradzionego rodzicom alkoholu i czekał na gości.

Oprócz klasycznego zestawu nastolatków z prywatnego liceum z Catfish Cove, Evan zaprosił także Mickeya. W zeszłym tygodniu spędzili trochę intymnych chwil w budce fotograficznej w Ruderze i nie narzekałby, gdyby Mickey został na noc, kiedy już reszta gości rozejdzie się do domów.
– Już myślałem, że mnie więcej nie zaprosisz – zażartował Mickey.
– Daj spokój, ciebie nie zaprosić? Po prostu nie było okazji… – Wolałem uniknąć niewygodnych pytań ze strony rodziców.

Czekając na Aileen i Sebastiana, Evan poprosił do tańca Mickeya. Grała skoczna muzyka, więc Laurence nie miał powodów, żeby niepokoić Aileen

Tak, zapraszanie aż trzech osób, z którymi sima łączyły bardziej niż przyjacielskie relacje, ktoś inny uznałby za ryzykowne, ale nie Evan. Tylko z Aileen był w związku i tylko przed nią powinien się ukrywać – Sienna potrafiła to zrozumieć i liczył, że Mickey także.

Kiedy Evan tańczył wolnego z Aileen, Mickey socjalizował się z resztą, więc najwyraźniej również nie miał nic przeciwko. Evanowi nie przeszło przez myśl, że może po prostu nadrabia miną, a picie wódki prosto z butelki nie jest najzdrowszym zachowaniem – zwłaszcza, kiedy miało się ojca alkoholika, ale o tym Evan nie mógł wiedzieć.

Wymęczony przeciągającym się tańcem, Evan złapał w końcu Mickeya na osobności. Ku zaskoczeniu Evana, Mickey nie miał ochoty na obściskiwanie się w – przecież bardzo zadbanej – łazience.

– Nie mówiłeś, że masz dziewczynę – wzburzony powiedział Mickey, odtrącając Evana.
– Nie mówiłem też, że jej nie mam, więc w czym problem? – zdziwił się Evan. – Nigdy cię nie okłamałem.
– Och, no to w takim razie nie ma sprawy – zakpił Mickey. – Żartujesz sobie? Nie pozwolę się więcej traktować, jako odskocznię do poeksperymentowania, kiedy akurat znudzisz się cyckami swojej dziewczyny.
– No daj spokój, Mickey… – próbował udobruchać go Evan. – Przecież niczego ci nie obiecywałem. Nie jestem monogamistą…
– Tak? A twoja dziewczyna wie, że nie jesteś? – pytanie Mickeya pozostało bez odpowiedzi. – Weź, spierdalaj. Zmywam się, z nami koniec, cokolwiek to było. Ale radzę ci przestać traktować simów tak przedmiotowo. Może ty nie masz uczuć, ale inni je mają…
I Mickey zmył się, jak obiecał, zostawiając Evana samego. 
Czekał przez chwilę aż Aileen wpadnie do środka jak burza i przywali mu w twarz, ale Mickey najwyraźniej zachował tę rozmowę do siebie. Kiedy Evan zrozumiał, że nie czeka go konfrontacja w łazience, wyszedł poszukać Aileen.

Stała za barkiem, przygotowując drinki. Jak zawsze piękna, rumiana – w tamtej chwili trochę bardziej, od alkoholu. Uśmiechnęła się do niego, nie mając o niczym pojęcia. Wtedy do Evana dotarło jakim był kretynem i jak mógł robić takie świństwa za plecami dziewczyny, którą kochał. Bo rzeczywiście ją, kurwa, kocham, dotarło do niego.

– Przepraszam…
Aileen nie wiedziała za co. Jej ojciec też często przepraszał mamę, kiedy wypili za dużo wina, a przecież się kochali. Ludzie po alkoholu chyba tak mają… Więc wywróciła oczami i pocałowała Evana w odpowiedzi.

B L A C K W O O D
Laurence, w schludnym mundurku, pozytywnym nastawieniem i z szerokim uśmiechem, wybierał się do szkoły.

Może i wolałby pospać trochę dłużej – jak ten obibok, Klocuch – ale ciężka praca popłaca, jak to powtarzał ojciec, a poza tym dobre oceny wprawiają w znakomity nastrój.

No i Aileen Novak – najmądrzejsza i najmilsza dziewczynka z klasy została jego najlepszą przyjaciółką. Laurence uwielbiał spędzać z nią czas po lekcjach.

Klocuch, nieładnie tarzać się w moczu.

Najlepszą przyjaciółką Laurence'a została Aileen, a kolegą Evan Sinclaire.
– Poczekaj, tylko dam Klocuchowi jeść i możemy iść w coś pograć.
– Tak, lepiej się pospiesz, bo dziwnie mi się przygląda. Nie karmicie go chyba ludziną?

Laurence nie olewał obowiązków związanych z Klocuchem – nadal dzielnie, tuż przed szkołą, czyścił jego posłanie, jeśli zachodziła taka potrzeba, nawet jeśli Astor przyzwyczaił się już do obecności psa i nie miałby synowi za złe, gdyby czasami pokojówka oporządziła psie legowisko.

Przyjęcie urodzinowe Laurence'a – a właściwie jego licha namiastka, bo rodzice nie zaprosili nikogo, ale odbił je sobie później wieloma innymi przyjęciami.

Ta, po zjedzeniu tortu Astor pomknął prosto do komputera, żeby zająć się niecierpiącymi zwłoki sprawami miasteczka. A na biurku zdjęcie ojca i syna, przypominające o niezwyciężonej mocy czas – kiedyś, co prawda na innym biurku, stało zdjęcie Astora i jego ojca, a w przyszłości pewnie i Laurence będzie miał podobne ze swoim pierworodnym lub pierworodną.

Kiedy Laurence zaciągał Klocucha do kąpieli, robili więcej bałaganu niż to konieczne, więc ten obowiązek Esther wolała wziąć na siebie. Potem Laurence potrafił robić matce wyrzuty, że co to, on rączek nie ma? A może zdaniem mamy był do niczego i nawet psa nie potrafił porządnie umyć? Takie tam nastoletnie obrażanie się na cały świat.

No, może nie na Aileen. Na Aileen Laurence nie obrażał się nigdy. Nawet jeśli ogrywała go w szachy albo mówiła przez połowę ich spotkań o tym jakie to Evan Sinclaire ma cudowne oczy. Najładniejsze od Sweetwater Hills po Catfish Cove, mówiła jakby nigdy nie widziała w lustrze swoich.

– No wskakuj, dasz radę!
– Um. Nie jestem pewna… może lepiej zejdę po drabince?
– Według statystyk więcej simów umiera z powodu drabinek, a właściwie ich braku, nie przez skok z trampoliny, wiedziałaś?

– Hej, myślisz, że powstanie kiedyś popularny serial o szachach? – zapytała randomowo Aileen podczas jednej ze wspólnych szachowych rozgrywek.
– No coś ty! Szachy są fascynujące, jasne, ale żeby seriale o nich robić? No, nakręcić zawsze jakiś można, ale wątpię, żeby przebił się do mainstreamu. Próbujesz odwrócić moją uwagę?
– Och, słońce, jakbym musiała zniżać się do takich nieczystych zagrywek, żeby cię ograć…

– Zmieniłaś szampon?
Krąży przykry stereotyp, że simowie nie zauważają zmian fryzur partnerek po wizycie u fryzjera. Astor potrafił wyczuć nawet zmianę szamponu, choć może to kwestia tego, że ten nowy pachniał intensywniej.

– Naprawdę, Klocuchu? Musiałeś wytarzać się w tej kałuży? Wczoraj wieczorem byłeś kąpany…
Klocuch, owszem, musiał wytarzać się w tej kałuży, bo inaczej nie byłby sobą.
+ W tym miejscu należy obronić i Klocucha sikającego po kątach, i Laurence'a, który go tego nie oduczył. Psy, w przeciwieństwie do kotów, nie mają możliwości, żeby załatwiać potrzeby do kuwety, więc pozostają dwie opcje – sikać na dworze lub w środku. A ja bardzo boję się, że zwierzę w grze ucieknie i bezpieczniej się czuję, kiedy drzwi są przed nimi zamykane i nie mogą wychodzić na dwór.

Laurence dowiedział się, że zainteresowanie Aileen Evanem nie było nieodwzajemnione. Z jednej strony cieszył się, że przyjaciółkę ominie cierpienie z powodu nieodwzajemnionej miłości, z drugiej – jakaś egoistyczna część Laurence'a chciała sabotować potencjalny związek Aileen i Evana.

– Przynajmniej ty mnie kochasz – westchnął Laurence, kiedy odprowadził Evana do drzwi, a Klocuch zaczął domagać się głaskania. – Kto jest najlepszym psem na świecie? No kto?

Może Klocuch wyczuł podły nastrój Laurence'a, bo następnego ranka czekał przy jego łóżku, gdzie przespał całą noc, oferując wsparcie swą psią obecnością. A przynajmniej tak pocieszał się Laurence, kiedy po przebudzeniu prawie psa nie zadeptał.

– Ha, ogram cię tak, jak wczoraj w nocy ograłam Evana na kręgielni.
– Ach, więc to dlatego ma szlaban? Nocna randka na kręgielni? – Laurence udawał, że wcale go to nie ruszało.
– Właściwie to nie wiem, czy randka… Nie całowaliśmy się ani nic z tych rzeczy. To był raczej… przyjacielski wypad, wiesz? Niestety. Ech, pewnie mu się nawet nie podobam…

Laurence zbierał się w sobie zanim wyznał, że owszem, Aileen też podobała się Evanowi i że to informacje z pierwszej ręki.
– Naprawdę? I co dokładnie powiedział?
– Powiedział, że nie zna drugiej tak niesamowitej simki jak ty. Mądra, zabawna, uprzejma… Przy nikim innym nie czuje się tak dobrze, jak przy tobie – podkoloryzował Laurence, bo Aileen zasługiwała, żeby usłyszeć coś więcej niż, że jest niezłą laską”.

Kto by pomyślał, że Laurence zainteresuje się szkolnym teatrem. Choć może nie powinno to nikogo dziwić, skoro był simem z pragnieniem popularności. Może zamiast nauk politycznych na studiach powinien wybrać aktorstwo?

Przygotowania do jednej z domówek urządzanej pod nieobecność rodziców. Jak zostało wspomniane – Laurence tamte skromne urodziny wynagrodził sobie z nawiązką.

Może i gości Laurence nie zapraszał szalenie wielu, ale były to osoby, o których wiedział, że nie zdemolują domu. I, umówmy się, nie każdemu z Catfish Cove chciałoby się organizować dojazd do Sweatwater Hills, więc Laurence zapraszał tylko miejscowych.

Jeśli przyjęcie przenosi się do kuchni, świadczy to o tym, że jest udane. I tak, w tle widać cały basen do dyspozycji, ale jesienią mało kto miał ochotę imprezować na zewnątrz – mimo podgrzewanej wody.
Laurence, Aileen i Evan raczyli się alkoholem Astora, udając jakże dorosłych i nie dopuszczając do barku nieco młodszych Sebastiana i Sienny. Może i Laurence z Evanem nie widzieli problemu z upijaniem młodzieży, skoro sami nie byli pełnoletni, ale Aileen czasami za bardzo wczuwała się w rolę starszej siostry.

Laurence dał Aileen i Evanowi chwilę dla siebie – okej, najpierw oni spojrzeli na niego wymownie, dając do zrozumienia, że chcą prywatności; choć oficjalnie jeszcze nie byli razem, to od tygodni zachowywali się jak para – i zajął się zabawianiem reszty gości.

A do powrotu Astora i Esther wszystko zostało wysprzątane – nie żeby goście pół domu roznieśli, ot, parę brudnych szklanek i talerzy, i butelka alkoholu do odkupienia – więc nawet jeśli domyślali się, że Laurence urządził imprezę, to przymknęli na to oko. Co prawda mógł poprosić o zgodę, ale może obawiał się odmowy?

Kolejny weekend z wolnym domem, to kolejna okazja do urządzenia małej domówki.

I kolejny raz starsza dzieciarnia przeniosła się do kuchni. Tym razem, popijając drinki, rozmawiali o rzeczach bardziej poważnych – zbliżającym się wielkimi krokami końcu liceum i rozpoczęciu studiów.
– Akademik odpada, za duży tłok i kiepskie warunki, ale wynajmiemy coś w trójkę, prawda? Ja i dwóch najważniejszych młodych mężczyzn mojego życia…
– Hej. – Evan udawał urażonego. – Mam nadzieję, że jeden z nich jest jednak ważniejszy. No wiesz, ekhm, twój chłopak?
– Oj, nie bądź zazdrosny – zacmokała Aileen.
Evan zazdrosny nie był, ale Laurence zastanawiał się, czy się jednak nie wypisać z tego wspólnego mieszkania.

– A nie wolelibyście zamieszkać z Evanem tylko we dwoje? – zapytał Aileen Laurence, kiedy Evan obwieścił, że idzie do toalety. – On naprawdę nie ma nic przeciwko?
– Nie, sam mi o tym napomknął kilka dni temu. – Aileen westchnęła. – Dajże spokój, Laurence, jakbyśmy nie chcieli z tobą mieszkać, to w ogóle nie byłoby tego tematu. Namieszkamy się razem po studiach. Chyba, że to ty masz coś przeciwko?
Laurence zmieszał się.
– To nie tak, że nie chcę z wami mieszkać. Po prostu… nie chciałbym przeszkadzać.
– Nie będziesz. Do studiów jeszcze trochę zostało, więc masz czas, żeby to przemyśleć, dobrze?

Kiedy Evan nie wracał już od dłuższego czasu, Laurence zaczął się niepokoić. Ale przecież musiało mu się wydawać, że najlepszy kumpel wymykał się na piętro z Sienną – nie mógł zdradzać Aileen. Co prawda jeśli Laurence miałby określić kolegę tylko kilkoma słowami, byłoby to coś w stylu: beztroski wolny duch”, lecz to nie równało się skłonnościom do zdrad. Jeśli Evan i Sienna rzeczywiście poszli na górę, to z pewnością po to, żeby porozmawiać o jakichś sprawach samorządu szkolnego…
Nie chcąc niepotrzebnie martwić Aileen – wystarczyło, że sam się zamartwiał – Laurence wrócił do tematu wspólnego mieszkania.
– Może macie rację, ty i Evan. To wspólne mieszkanie wydaje mi się coraz lepszym pomysłem…

Wiara Laurence'a pokładana w Evanie okazała się złudna. Nie dość, że zdradził Aileen, to jeszcze w sypialni państwa Blackwood. Ale łóżko to mają zajebiście wygodne.

Jakby inaczej. Nawet żadne skoki w bok nie potrafiły popsuć domówek u Laurence'a. No – tylko dlatego, że nie wychodziły na jaw.

Mierzenie się w szachach z drugą osobą nigdy nie było aż tak wymagające, jak próby ogrania samego siebie.

Jeszcze przed rozpoczęciem studiów Laurence postanowił – trochę za namową Astora, trochę z własnej inicjatywy – popracować dorywczo. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że nie dostał tego stanowiska po znajomości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz