Wrzucam kolejne, bo zaległości tyle, a SH zasługuje na miłość. Aktualnie nadal męczę otoczenie wakacyjne, które powstanie chyba za dziesięć lat i, znając życie, jak już wszystko postawię, to nie będzie działało tak, jak ma (albo wcale i gra będzie się wykrzaczać od ilości roślin).
B L A C K W O O D
Lucien Blackwood uczył się pilnie, choć niektórych przedmiotów czy zagadnień bardzo niechętnie, a w wolnych chwilach, poza zaczytywaniem się w książkach science-fiction i typowo tych naukowych z astrofizyki, siadał z ojcem bądź dziadkiem do szachów.
U Blackwoodów ceniono wspólne posiłki, choć w pracowitym tygodniu rzadko kiedy znajdowano na nie czas. Na szczęście nikt nie pracował w weekendy i to wtedy wszyscy zasiadali razem do stołu (z czasem Tilly przywykła nawet do Astora, choć nadal potrafił ją zirytować).
Gra na fortepianie nie przerodziła się w pasję, ale czasami Lucien próbował rozgryźć ten instrument, niekoniecznie korzystając z nut. Wychodziło mu różnie.
Do szkoły Lucien wybierał się zazwyczaj z radością, ale cóż się dziwić, skoro przynosił z niej tylko dobre oceny, którymi chętnie chwalił się później przed rodzicami i dziadkami.
Rozgrywki szachowe pomiędzy Astorem a Tilly stały się niemal ich wieczornym rytuałem. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu Tilly wystrzegała się teścia jak ognia.
Esther przeszła na emeryturę, a pierwszy dzień wolności uczciła drzemką nad basenem.
Komu jak komu, ale Esther, byłej dyrektorce szkoły średniej, Lucien chwalił się ocenami z największą dumą. Babcia w końcu znała się na rzeczy i osiągnięcia w nauce doceniała najbardziej, a przynajmniej tak uważał Lucien.
Nadszedł ten dzień, przez jednych simów wyczekiwany bardziej, przez innych mniej – koniec dzieciństwa i początek udawanej dorosłości.
Niektóre rzeczy nie zmieniają się wraz ze zdmuchnięciem świeczek.
Po śmierci Klocucha wszystkim nrakowało tupotu psich łapek i Esther postanowiła to zmienić, adoptując ze schroniska staruszkę Nalę.
Pocieszna Nala wprawiała w zachwyt każdego. Tylko Laurence początkowo podchodził do psa z dystansem, wciąż tęskniąc za Klocuchem, z którym spędził większość życia.
Laurence postanowił zrobić synowi wyjątkową niespodziankę – spełnił marzenie Luciena o posiadaniu własnego teleskopu. Teraz pozostawało mu jeszcze odkryć nienazwaną planetę i kosmicznie czułby się tymczasowo spełniony.
Laurence i Tilly, choć oboje mocno zapracowani, zawsze znajdowali chwilę na czułości i pieszczoty.
Z czasem Laurence przestał traktować Nalę z dystansem – trudno się oprzeć, kiedy psina dreptała za nim krok w krok – i zbliżył się do niej, choć wiedział, że Mroczny Kosiarz czekał tuż za rogiem.
Na starość Astorowi przestały przeszkadzać kłęby sierści i zabrudzona podłoga, jak zwykł narzekać przy okazji Klocucha, nawet kiedy już go polubił. Choć może z wiekiem wzrok mu się pogorszył, a nie zmiękło serce.
Lucien nie tylko bawił się i pieścił z Nalą, ale również nauczył ją stać grzecznie podczas kąpieli.
Choć Lucienowi najlepiej mierzyło się na polu szachowym z ojcem, prawdziwie zapalonym szachistą, to Astor również był dobrym przeciwnikiem. Tak dobrym, że Lucien nadal głównie przegrywał.
Czasami nawet w Sweetwater Hills dopisywała pogoda i wtedy grzechem nie skorzystać z uroków własnego basenu. Astor i Esther, choć zahartowaniu, bo pływający nawet zimą (i to nie zawsze w ogrzewanej wodzie; w ostatnich latach spróbowali morsowania), potrafili to docenić.
Tilly postanowiła przeprowadzić z Lucienem tę rozmowę, choć na horyzoncie nie pojawiła się jeszcze żadna dziewczyna czy chłopak.
– To idealnie, przynajmniej nie popełnisz żadnych błędów. Lepiej tak niż po fakcie – podsumowała jego próby wykręcenia się Tilly.
Laurence'a też czekała nieprzyjemna rozmowa z matką. Esther, najdelikatniej jak potrafiła, zapytała syna, co z tym drugim dzieckiem, o pragnieniu którego jeszcze kiedyś wspominał. Odparł, że już dawno przestali się z Tilly o nie starać, żeby uniknąć kolejnych rozczarowań.
– Zostawmy ten temat, mamo – przerwał, kiedy Esther zaczęła proponować wizytę u lekarza, jakby nie próbowali! – I żebyś nie napomknęła o tym, broń Wszechwidzący, Tilly.
S I N C L A I R E
Dom rodzinny Sinclaire'ów, choć nienajtańszy, nigdy nie był przystosowany do dwójki dzieci, więc Myra tymczasowo sypiała u dziadków, czyli w największej sypialni.
Aileen umówiła się z Tilly, żeby przegryźć coś słodkiego na mieście i poplotkować. Rzadko kiedy udawało im się zgrać w czasie, więc wspólne wypady nie zdarzały się zbyt często.
Ale jakże miło odprężyć się z inną simką z tego samego pokolenia (i Aileen, i Tilly nie zawarły zbyt wielu przyjaźni w pracach) – po słodkościach przyszła pora na kawę i jeszcze więcej ploteczek.
Między Aileen a Evanem układało się bardzo dobrze, choć czasami doskwierał mu niedobór pięknych simek i simów w życiu. Ale trzymał się z dala od wszelkiego rodzaju skoków w bok, choć podskórnie przeczuwał, że to tylko kwestia czasu…
Jude przynosił ze szkoły same dobre oceny, a i jego młodsza siostra zdawała się mieć wielki potencjał. Piękna żona, zdolne dzieci… No czego chcieć więcej?, zastanawiał się Evan i złościł na siebie, że z jakiegoś powodu to dla niego za mało.
W przeciwieństwie do starszego brata, Myra wolała poprosić o pomoc przy odrabianiu pracy domowej mamę, która wydawała się dziewczynce bardziej kompetentna od ojca.
Albert postanowił w końcu przejść na emeryturę – będąc u schyłku życia, nie chciał tracić znacznej części dnia na pracę, która i tak do końca go nie satysfakcjonowała.
Helena również zakończyła przygodę z karierą. Może i w jej przypadku medycyna była prawdziwą pasją, ale pragnęła spędzić resztę dni u boku męża i rodziny, nie w lekarskim kitlu.
Skoro o spędzaniu chwil u boku męża już mowa…
Czasem po szkole dzieci zapraszały Luciena Blackwooda. Jude nadal nie pałał do chłopca zbytnią sympatią, ale jako jedne z niewielu dzieciaków ze Sweetwater Hills uczęszczali do szkoły w Catfish Cove, więc czasami bawili się razem. No i ich rodzice żyli w przyjaźni…
Myra zdecydowanie bardziej przepadała za Lucienem niż Jude. Imponowało jej to, że chłopiec był starszy (ale nie spokrewniony z nią, starsi bracia potrafią irytować), inteligentny, a na dodatek całkiem zabawny.
Evan zdobył awans.
Aileen nie zawsze reagowała jak na matkę roku przestało. Ot, choćby zbyt zaczytana w podręcznik botaniki, zupełnie nie zarejestrowała Jude'a, który machał jej świadectwem, z którego taki był dumny, pod nosem.
Jude'owi udało się przetrwać pierwsze lata w szkole i kolejny raz miał zdmuchnąć świeczki, tym razem bez pomocy dorosłego. Na urodziny zaproszono całą rodzinę oraz Blackwoodów.
Może bez Luciena Blackwooda wśród gości przyjęcie urodzinowe podobałoby się Jude'owi bardziej, ale i tak nie zamierzał narzekać; rodzice bardzo się postarali
Jude tylko udawał, że słuchał recenzji najnowszego odcinka ulubionej space opery Luciena. Ale wykazał się na tyle wielką wyrozumiałością, a raczej chciał znaleźć Blackwoodowi inne zajęcie, że sprawdził, czy w telewizji nie puszczają czasem jakiegoś ciekawego filmu science fiction.
Myra poznawała się lepiej z młodszym kuzynem, Martie'em, z którym do tej pory nie była zbyt blisko i, szczerze mówiąc, nie sądziła, żeby się to zmieniło – ot, będą się co najwyżej widywać się na rodzinnych spotkaniach i tyle.
Aileen z Evanem porwali do tańca Laurence'a. Ostatnimi czasy widywali się znacznie rzadziej, więc postanowili nadrobić stracony czas; zwłaszcza Aileen tęskniła za przyjacielem.
Nie mogło być inaczej – przyjęcie urodzinowe Jude'a okazało się rewelacyjne.
Evan pękł. Choć udając się do Catfish Cove po pracy, wmawiał sobie, że to tylko wypad na samotnego drinka, nic więcej, to wiedział, że tylko się oszukuje. Tak naprawdę liczył na coś zupełnie innego – że spotka jakąś miłą pannę, ewentualnie pana, i dojdzie między nimi do czegoś więcej.
I spotkał miłą i ładną pannę, nie musiał jej nawet szukać. Tańczyła samotnie, więc zaprosił ją do tańca. Oczywiście nie odmówiła, jak mogło być inaczej.
Gdy skończyli tańczyć, to dziewczyna, której imienia nawet nie zapamiętał, choć przedstawiła się, wyszła z inicjatywą, żeby skorzystali z uroków jacuzzi. Nie mógł odmówić.
I doszło do pierwszej zdrady po ślubie, pierwszego bara-bara z inną… Chociaż po fakcie towarzyszyły Evanowi wyrzuty sumienia i obiecywał sobie, że już więcej Aileen nie zdradzi, wiedział, że to nie ostatni raz.
Po powrocie do domu wynagrodził to Aileen czułymi pocałunkami. Nie niepokoiła jej nocna nieobecność męża; przecież powiedział, że wybiera się ze znajomymi z pracy na drinka, a ona mu ufała.
Jude zapuścił włosy i teraz wyglądał naprawdę stylowo.
Myra dostawała coraz lepsze oceny, czym z dumą chwaliła się przed rodzicami. Jude czuł się lekko zazdrosny, widząc żywe zainteresowanie ojca (odkąd Aileen zignorowała jego szóstkę, więcej sam z siebie nie pokazywał ocen), ale również pochwalił siostrę.
Aileen zdobyła awans. Jako genetyk eksperymentalny czuła, że może się prawdziwie realizować, ale luźne podejście do etycznych norm w miejscu pracy nie odpowiadało jej.
Kiedy pierwszą małżeńską zdradę Evan miał już za sobą, wypady do Catfish Cove stały się niemal regularne. Dreszcz podniecenia, że robił coś, czego nie powinien, i wyrzuty sumienia mieszały się ze sobą. I choć przewyższało to drugie, na razie nie zamierzał przestać; przecież w końcu poczuł się na powrót wolny.
Schemat wyglądał tak – zaczynał od drinka na rozluźnienie, później wypatrywał w tłumie samotną simkę i najpierw zapraszał ją do tańca.
A potem krótki flirt i sugestia jednorazowej przygody. Zazwyczaj intuicja nie myliła Evana i wybierał te simki, które wyglądały na chętne niezobowiązującego bara-bara. Czasem zdarzały się pomyłki i wtedy nie zawsze kończyło się tylko na wyzwiskach, ale przeważnie trafiał na simki podobne sobie.
Aileen, zawsze grzeczna i poukładana, na bara-bara w miejscu publicznym nie zgodziłaby się przenigdy, a to takie ekscytujące!
Helena odeszła. Niespodziewanie, gdy przygotowywała kolację, zjawił się Mroczny Kosiarz; obojętny na łzy rodziny zabrał Helenę do Wszechwidzącego. Albert długo nie mógł pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony – zaczął przyjmować antydepresanty.
Ale czas nadal płynął, bezlitośnie, i wkrótce u Sinclaire'ów znów świętowano, ponieważ Myra musiała zdmuchnąć świeczki i przeistoczyć się w nastolatkę.
Na przyjęciu urodzinowym Myry zabrakło niestety obu babć, które umarły krótko po sobie; cieszyła się, że chociaż dziadków ma nadal obok.
(upewnić się, że Martha is dead)
Oprócz dodatkowych lat życia dla dziadków, Myra zażyczyła sobie, by została aktorką, i to nie byle jaką, grającą epizodyczne postacie gdzieś w tle, a prawdziwą gwiazdą filmową, tylko żeby jeszcze umiejętnie unikała paparazzich, bo to żadna przyjemność, kiedy jest się obiektem plotek…
Lucien Blackwood skomplementował jej nową sukienkę i to, jak dobrze w niej wygląda. Myra nie posiadała się z radości, ponieważ Lucien z biegiem lat stał się bardzo przystojnym młodym simem, a już od dzieciństwa pałała do niego sympatią.
Myra nie przeszła żadnych drastycznych zmian wizerunkowych; ot, tylko zaczęła czesać się nieco inaczej, ale nawet nie zawitała u fryzjera.
Wieczorna partyjka szachów wraz z matką. Ogranie córki nie sprawiało Aileen żadnych problemów, ale czasami dawała jej fory.
Dziadek zajęty grabieniem liści, ale co tam, trzeba pochwalić się ocenami przed najbliższymi.
Bonus: Wystarczyła tylko jedna zdrada.
N O V A K
Pewnej jesiennej nocy Andrea zaczęła mieć skurcze i obudziła cały dom krzykami, a w pierwszej kolejności męża. Spanikowany Sebastian również nie zachowywał się najciszej.
Do szpitala Andrea, w asyście już spokojniejszego Sebastiana oraz Marthy, dotarła bezpiecznie i już niebawem w domu Novaków rozbrzmiewał płacz i szczebiot małego Martie'ego, noszącego imię na cześć babci, po której odziedziczył również czarne włosy i szare oczy.
Nie minęło zbyt wiele czasu od narodzin Martie'ego, a Sebastian wraz z Andreą przygotowywali się do wyczekiwanego z niecierpliwością wesela. Podczas gdy Sebastian przymierzał garnitur, Andrea, która kombinezon weselny zakupiła już dawno, przeglądała koszule.
Andrea z Sebastianem postanowili zaszaleć w przebieralni, a biedny nastoletni kasjer, udawał, że o niczym nie wie, niczego nie widzi, niczego nie słyszy – byleby tylko nie musiał interweniować.
Dziadek Victor z radością zajmował się najmłodszym z wnucząt.
Wiosną pogoda dopisywała, więc przyjęcie ślubne Sebastiana i Andrei odbyło się w ogrodzie; uznali, że niepotrzebnie wynajmowaliby salę przy tak sprzyjających warunkach – wystarczyło wynająć meble, stół bufetowy i przystroić weselny łuk.
Nadszedł jeden z najważniejszych, tuż obok narodzin Martie'ego, momentów w życiach Sebastiana i Andrei. Oboje, choć byli pewni uczuć drugiej osoby, i tak stresowali się lekko, że coś mogło pójść nie tak.
Ale nic nie zakłóciło ceremonii zaślubin kolejnych państwa Novak.
Martha, roniąc łzy wzruszenia, patrzyła jak jej syn przypieczętowuje swój związek. Nie żeby miała coś przeciwko ich życiu na kocią łapę, ale cieszyła się widokiem kolejnego dziecka biorącego ślub.
Aileen wraz z Myrą omal przegapiły krojenie tortu, kiedy zaczęły tańczyć i wygłupiać się na chwilę.
I nie straciłyby zbyt wiele, gdyby przegapiły tę tradycję. Zdaniem Andrei i Marthy, bo Sebastian bawił się przednio, wpychając ogrom ciasta w usta świeżo upieczonej żony.
Dopiero potem zbył się na odrobinę romantyzmu, częstując Andrę kawałkiem tortu. Dokładnie tego samego tortu, którym zaatakował ją wcześniej.
Andrea, z wrażenia, aż zaczęła rozglądać się po gościach, ale nikt nie widział czułego poczęstunku, a zresztą, pierwsze wrażenie i tak było najważniejsze – wszyscy zapamiętają ją z twarzą umorusaną ciastem.
Po poczęstunku przyszła pora na tańce – te wolne i klasyczne.
Jude i Myra, nie przejmując się tańczącymi dorosłymi wokół siebie, bawili się starą piłką Sebastiana.
Kiedy przystąpiono do tańca-połamańca, Victor poddał się. To nie ma moje starcze kości, powiedział i postanowił spędzić więcej czasu z wnukami. Myra i Jude to takie rezolutne dzieciaki, zachwycał się.
Victor przysiadł z wnuczętami na trawie – Jude początkowo oponował, bo wciąż chciał rzucać piłką, ale ostatecznie dał się przekonać – i zaczął z nimi rozmawiać dosłownie o wszystkim, o czym uważał, że można rozmawiać z dziećmi w ich wieku; od pytań o szkołę, poprzez rozmowy o ulubionych zwierzętach i filmach, po opowieści z życia starego wojskowego.
Na weselu okazało się, że Martha z Albertem mogli znaleźć jakieś wspólne tematy. Choć Albert był mężem jej najlepszej przyjaciółki i teściem pierworodnej córki, to do tej pory niewiele mieli okazji na pogawędki.
Martha, jak to typowa matka, kiedy już się dorwała do Aileen, nie mogła powstrzymać się przed typowymi objawami matkowania, nadmierną troską i wypytywaniem w czym może jej pomóc bądź doradzić.
Później dołączyła do Victora i spędzili resztę przyjęcia razem z wnukami; sukienki Marthy i Myry, po siedzeniu przez kilka godzin na trawie nie prezentowały się najlepiej, tak samo jak spodnie od garniturów Victora i Jude'a.
I znowu nie mogło być inaczej – wśród rodziny wesele Sebastiana i Andrei okrzyknięto najprawdziwszą balangą i wszyscy długo je wspominali.
A po weselu noc poślubna spędzona sam na sam (pieczę nad małym Martie'em od rana przejmowała opiekunka).
Victor i Martha również postanowili nacieszyć się sobą. I choć lata już nie te, co kiedyś, żadne nie narzekało na zdolności łóżkowe drugiego.
Ale ta chwila, jaką był ślub, wyrwana jakby z innej rzeczywistości, skończyła się i nastał powrót do rzeczywistości – praca i obowiązki młodego rodzica. Nie żeby Sebastian narzekał, jako rodzic spełniał się znakomicie (gorzej z pracą, której nigdy tak naprawdę nie chciał).
W opiece nad Martie'em pomagała bardzo chętnie Martha. I jak kochała wszystkie wnuki, tak czuła, że dodatkową czułością darzy Martie'ego. Może ze względu na imię, a może dlatego, że to jego rodzice najrzadziej bywali w domu.
Andrea – kiedy już niechętnie ponownie zaczęła pracę – wracając z czasami przedłużających się misji, nie zdejmując nawet butów roboczych, a co dopiero munduru, biegła prosto do syna.
Victora wysłano w końcu na zasłużoną emeryturę – sam nie zdecydowałby się na nią nigdy, ale na szczęście miał przełożonych. Niedługo po nim pracować przestała Martha.
Korzystając z nadmiaru wolnego czasu, nawet jeśli opieka nad Martie'em zabierała go więcej niż praca, Martha i Helena zaczęły regularnie umawiać się na ploteczki.
Głównie w ich ulubionej restauracji, gdzie piły bezalkoholowego szampana i wznosiły toasty za starość, która jednak tą radością była, wbrew staremu przysłowiu, rodzinę i nowe możliwości – wizje podróży czy pragnienia posiadania pięknego ogrodu kwietnego.
– Może na starość rozkręcimy własny biznes? – zażartowała Martha. – Jakiś sklep medyczny czy coś w tym stylu. I ty się będziesz spełniała, i ja…
– Niezły pomysł, jeśli chcemy zajechać się na śmierć – zauważyła Helena. – Nie no, pora w końcu odpocząć.
– Niezły pomysł, jeśli chcemy zajechać się na śmierć – zauważyła Helena. – Nie no, pora w końcu odpocząć.
– Wiem, wiem…
Z inicjatywy Andrei, Novakowie adoptowali szczeniaka Ritę.
Martie rósł; kształt ust i nosa typowo po Andrei.
Rita też dorastała, ale nadal miska z karmą pozostawała większa od jej psiej osoby.
Martie Novak i nauka nowych umiejętności, część pierwsza: Pierwsze kroki i pierwsze próby na nocniku.
Mroczny Kosiarz przyszedł po Marthę i na nic się nie zdały łzy i błagania najbliższych; śmierć rzadko kiedy bywała litościwa.
Victor, w jego mniemaniu niestety, nie załapał się na bilet w zaświaty i cierpiał jak jeszcze nigdy wcześniej. Wszystkie jego mądrości o niemęskości łez poszły w niepamięć.
Martie, nieświadomy tragedii, która wydarzyła się w domu, zadręczał czułością małą Ritę. Ale Rita sama się o to prosiła, naskakując pociesznie na chłopca.
Victor, głównie przez to, by nie rozdrapywać wciąż na nowo i tak świeżej rany, skupił się na Martie'em. Andrea doceniała wkład teścia, ale byłaby wdzięczna, gdyby poćwiczył czasem z malcem wymowę niektórych słówek.
Pewnego weekendu w odwiedziny wpadła Aileen wraz Evanem i dziećmi. Victor czasem zastanawiał się, co jego córka widziała w tym chłopcu, a później mężczyźnie, ale nigdy nie kwestionował jej decyzji.
Jude i Myra, jak zwykle, sprawili, że Victor zatracił się w czasie i przestrzeni, siedząc z nimi na podłodze i opowiadając oraz słuchając historie.
Andrea została instruktorką musztry. Nadal była zwykłą żołnierką, tylko z dodatkowymi obowiązkami. Ale Andrea cieszyła się, że dzięki niej trudniej będzie zabić kogoś innego.
Victor postanowił zabawić się w ogrodnika i posadzić kilka pomidorów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, pomyślał. Najwyżej to ostatni raz, kiedy trzymam łopatę w rękach.
Na przyjęcie urodzinowe Martie'ego zaproszono cały komplet rodziny Sinclaire'ów.
Do tortu zaniosła syna Andrea; pomogła zdmuchnąć świeczki i pomyślała w jego imieniu życzenie, sądząc, że dziecko i tak nie wymyśli niczego sensownego. Niech wiedzie się Martie'emu dobrze i dorasta szczęśliwie.
Włosy Martie'ego, ewidentnie kręcone, nie zaczęły z nim bardziej współpracować; za to jak ładnie prezentowały się z gęstymi, ciemnymi brwiami i jasnoszarymi tęczówkami. Nawet Victor nie narzekał na szopę wnuka, bo przypominała loki Marthy.
Victor rozczulał się urokliwością Rity.
Rita, z takiego maleństwa, wyrosła na dorodne psisko o zadziwiająco dużej głowie. Martie cieszył się, że zyskał partnerkę do wspólnych wypraw w las oraz zabaw.
Victor zadbał o to, by Martie'ego przyjęto do szkoły prywatnej, tej samej którą ukończyły jego dzieci. Sebastian i Andrea uważali, że szkoła podstawowa w Sweetwater Hills miała dostatecznie wysoki poziom, a prywatne placówki, to niepotrzebny wydatek i przejaw snobizmu, ale skoro dziadek nalegał i oferował opłacanie czesnego…
Andrea zdobyła kolejny awans – teraz, jako młodszą oficer, w końcu ją poważano. Wcześniej nie zawsze było tak kolorowo, bo chociaż czasy się zmieniły, to kobietom w armii nadal nie żyło się łatwo.
Martie narzekał, że szkoła, do której ma uczęszczać, jest zbyt daleko od domu i wolałby chodzić do tutejszej podstawówki, ale Andrea podnosiła go na duchu i obiecywała, że jeśli do końca semestru nie zmieni zdania, to razem z ojcem wypiszą go z niej.
Początkowo Sebastian brał na siebie obowiązek kąpieli Rity, która nie dość, że wyrosła na potężne bydle, to nie pchała się do wanny z radością, a wręcz przeciwnie – uciekała z niej, ochlapując wszystko wokół, dopóki nie przywykła do wody.
Victor nie poddał się i regularnie dbał o swoje pomidory (i pomyśleć, że ta szklarnia przez kilkadziesiąt lat stała pusta!). Tylko, żeby nie przyłapał mnie na tym żaden były podwładny…
W szkolnym mundurku Martie prezentował się iście poważnie i dostojnie; Rita tęsknym wzrokiem patrzyła jak chłopiec wychodził z domu na długie godziny.
Odrabianie prac domowych sprawiało przyjemność tylko niewielkiemu odsetkowi młodych simów, a Martie z całą pewnością nie zaliczał się do tego grona. Na szczęście Andrea potrafiła go zachęcić do nauki.
Bonus 1.: Parę zdjęć ślubnych, do powieszenia w simowych wnętrzach (ale tutaj wykadrowanych ładniej, a nie w przymusowych rozmiarach strice pod obrazy). Novakowie i Sinclaire'owie w komplecie…
Bonus 2.: …sesja ślubna Sebastiana i Andrei oraz wesoła zabawa (czy bardziej frustracja) przy poseboxach.






























































































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz